Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinga Erbach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vinga Erbach. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lipca 2017

15. Mniejsze i większe zło...

Isco razem z Jese siedzieli w mieszkaniu tego pierwszego i wpatrywali się w ekran komputera.
-Opuściła nas - szepnął Jese.
-I to dla kogo? Dla Moraty! - sapnął Isco.
-W czym on jest lepszy od nas? Bo zarabia więcej? Bo gra we Włoszech?! My jesteśmy tu! - stuknął palcem w blat stolika kawowego. - W centrum świata! W Madrycie! A on? W jakiś tam Włoszech! My jej dalibyśmy wszystko, a on? A on?!
-Stary - Isco spojrzał na kumpla z politowaniem. - Chyba coś ci się pochrzaniło.
-Mi?! Isco! Przyjacielu! - złapał go za ramiona. - Zostawiła nas!!! - zawył.
-Jese! Pojebie! Za mąż wyszła!!!
-Przeszkadzam wam? - odezwał się głos i obaj jak na komendę spojrzeli na ekran komputera z którego spoglądał nas nich rozbawiona Neva.
-Nie - odsunęli się od siebie.
-Mam nową dziarę! - pochwalił się szybko Jese.
-Gdzie? - spytał Isco.
-Na mózgu, wielką czarną dziurę mu w końcu zrobili.
-Zabawne, Neva - skrzywił się Jese.
-Niestety nie - pokręciła głową.
-Trochę mu gorzej, więc wszystko możliwe - uśmiechnął się Isco.
-Wcale nie! - skrzywił się Jese. - Tylko za nią tęsknię! Tęsknota mi mózg wyżera!
-To się szczególnie nie nażre - mruknęła Neva z niewinnym uśmiechem.



Cristiano po powrocie z ulgą opadł na własne łóżko. Niemal natychmiast obok pojawiła się Kama. Ułożyła się wygodnie i uśmiechnęła zadowolona.
-Mały śpi - zakomunikowała.
-Dziękuję, że się nim zajęłaś - uśmiechnął się delikatnie. Był zmęczony lotem, a teraz chciał jedynie zakopać się w poduszkach, przytulić do Kamy i zasnąć.
-Przestań - machnęła ręką. - To nic takiego.
-Zajęłaś się nim świetnie, jak matka - mruknął przymykając oczy.
-Tak? - Kama spojrzała na niego uważnie.
-A nie? - ziewnął. - Cristianito lgnie do ciebie jak do żadnej kobiety. Wiem, że odebrałem mu matkę - wyszeptał. Robił to z przyzwyczajenia, bo obawiał się, że ktoś podsłucha. Kamie zaufał już dawno, zwłaszcza, że wiedział o tym, że pracowała dla Mendesa. Mendes był jego agentem, bratem, przyjacielem. Łączyły ich ogromne pieniądze, kontrakty. Ufał mu, wiedział, że skoro pozwalał Kamie dla siebie pracować to sprawdził ją dokładnie. Byle kogo nie dopuszczał do poważnych spraw.
-Torres podpisał papiery - powiedziała nagle. Cris zerknął na nią jednym okiem.
-Jakie papiery?
-Zrzekł się praw rodzicielskich i zobowiązał do płacenia na dziecko, które spłodził.
-O czym ty mówisz? - zerwał się z łóżka.
-Wydaje mi się, że doskonale wiesz - syknęła, mrużąc groźnie oczy. - Morata też wie, tylko jakoś żaden z was nie kwapił się, żeby o tym powiedzieć. Sądziliście, że się nie dowiemy?
-I co jakbyś się wcześniej dowiedziała, co?! Zabiłabyś własnego siostrzeńca albo siostrzenicę?! - zdenerwował się. - Kama! Odebrałaś dziecku ojca! - zamachał rękami.
-Wybrałam mniejsze zło - wstała z łóżka. - Bo w życiu zawsze wybiera się mniejsze zło. Dałam trójce jego dzieci ojca...
-Odbierając czwartemu dziecku ojca! - wszedł jej w słowo.
-Tak. Wybrałam troje kosztem jednego i będę z tym żyć. I wiesz, co? Wcale nie żałuję - podeszła do niego i zadarła głowę do góry, by spojrzeć mu w oczy. - I gdybym wcześniej wiedziała to załatwiłabym to szybciej, tyle. Nie kazałam zabić twojego dziecka, a myślałeś, że kazałabym zabić dziecko siostry? - warknęła. - Za kogo ty mnie masz?
Cristiano zbladł.
-Mojego?
-Tak, twojego. Twojego ukochanego synka Cristianito - szepnęła.
-Ale Jorge mówił... - oparł się plecami o ścianę. Informacja, która powoli do niego docierała odbierała mu oddech.
-Myślisz, że Jorge mógłby swobodnie latać po świecie w poszukiwaniu laski, z którą się przespałeś bez żadnego zabezpieczenia? Cristiano - pokręciła głową. - Robiłam w życiu dużo mniej lub bardziej moralnych rzeczy, ale nigdy nie zabiłabym bezbronnego dziecka.
-Ty wiesz... - przejechał dłońmi po twarzy.
-Tak, od samego początku wiem, ale spokojnie. Nikomu nie powiem. Podpisałam umowę grubości trzech palców, że nigdy tego nie zdradzę. Dlatego nie oceniaj mnie teraz i nie krzycz, że odebrałam dziecku ojca. Odebrałam już matkę i patrząc na Cristianito to była bardzo dobra decyzja.
-Ale ja jej nie kochałem... - wyszeptał.
-Lena też nie kocha Torresa. Jest nim zafascynowna, zauroczona. Zdecydowała, że wraca do domu. Rozmawiałam już z rodzicami, o nic nie będą jej pytać. Torres będzie płacił, a Lena o nim zapomni.
-Ale dziecko będzie pytać o ojca...
-Co ty nie powiesz? - warknęła i wyszła z pokoju. Słyszał jej kroki na korytarzu. Nie odeszła daleko, więc weszła do Cristianito.
Cristiano usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach. Wiedziała. O wszystkim wiedziała i nawet jednym słowem, gestem, się nie zdradziła.
Wstał i poszedł do pokoju syna. Kama stała w progu i wpatrywała się w śpiącego malca.
-Dlatego... - zaczął, ale mu przerwała.
-Chciałam zostać twoją żoną dokładnie z tych powodów, które ci powiedziałam. Chcę spokoju, chcę zająć się tym co lubię - odwróciła się do niego twarzą i spojrzała mu w oczy. - Cristiano, lubię cię. Czuję się przy tobie bezpiecznie, ale nie odsyłaj mnie... Wiem o tym od początku, sama to wymyśliłam. Patrzyłam jak ta kobieta podpisuje papiery bez mrugnięcia okiem. Pilnowałam jej przez całą ciążę. Widziałam jak Cristianito się rodzi... Trzymałam go na rękach... Kocham go i... - głos się jej załamał. Cris bez namysłu ją objął i mocno przytulił.
-Nigdzie cię nie puszczę, Kama. Nigdy.


2034 rok

-Tato!
-Nie! Nie będziesz się spotykać z chłopakiem, który jest od ciebie starszy.
-Ty też jesteś starszy od mamy!
-Ale poznałem ją, gdy miała dwadzieścia pięć lat, a ja trzydzieści. To jest różnica. Ty masz dopiero szesnaście lat, skrzywdzi cię, wykorzysta i zostawi!
-Mówisz tak jakbyś go nie znał, tato. On taki nie jest!
-Córeczko, to tylko nastolatek. Sam kiedyś byłem młody i wiem co ma w głowie osiemnastoletni chłopak.
-Czyli nie?
-Nie.
-Kochanie...
-Nie, Kama. Nie ma mowy. Nie zgadzam się, żeby nasza córka się spotykała właśnie z nim! W ogóle, żeby spotykała się z kimś starszym!
-Za dwa lata skończę osiemnaście lat i już mi niczego nie zabronisz!
-Za dwa lata to ty już o nim zapomnisz.
-Zdziwisz się! Będę jego żoną i nic z tym nie zrobisz, nic!
-Zapomnisz ty i zapomni on, bo ty zostajesz tu, a Marco będzie wypożyczony do Włoch.
-Nie możesz mi tego zrobić! Mamo! Niech on tego nie robi!!!
-Amur, córeczko...
-Nie! Jesteście... Jakim prawem decydujecie z kim będę?!
-Amur, idź do swojego pokoju.
-Z przyjemnością!

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

14. Prawie jak cyrograf

Dwie siostry wysiadły ze sportowego Audi pod jednym z domów na strzeżonym osiedlu. Kama musiała przyznać, że Torres mieszkał w ładnym domu. I to w domu, który znajdował się kilka ulic od jej domu. Od pewnego czasu dom Ronaldo traktowała jak swój i trochę ją to niepokoiło. Zbyt łatwo jej przyszło połączenie interesu z przyjemnością.
Neva odgarnęła włosy na plecy i ruszyła do drzwi. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała. Serce biło jej jak szalone, za to od Kamy bił spokój.
Drzwi otworzyła Olalla. U jej stóp stała mała dziewczynka, bardzo podobna do Olalli, ale z brązowymi oczami Torresa.
-Cześć - uśmiechnęła się sztucznie, bo zadanie, które Kama przedstawiała jako formalność zrobiło się nagle strasznie trudne. - Zastałam Fernando?
-Tak, jest w garażu. Stało się coś? - Olalla kojarzyła Nevę i Kamę. Wszystkie żony i dziewczyny piłkarzy się znały. Ten światek był zbyt hermeneutyczny, by się chociaż nie kojarzyły. Kobiety sportowców zawsze miały sporo pieniędzy do wydania, więc zapraszane były na różne eventy. Co prawda siostry Velazquez nigdy nie były zainteresowane takimi spotkaniami, a Olalla nie miała na nie czasu, jednak gdzieś tam się widziały i były w stanie rozpoznać.
-Przysłał mnie Koke. Jakieś głupoty z klubu - zełgała, lekceważąco machając dłonią. - W garażu? - upewniła się.
-Tak - pokiwała głową Olalla nadal patrząc na nie podejrzliwie.
-Dzięki - Neva nie przestawała się uśmiechać. Pomachała i udała się do garażu, a w ślad za nią szła Kama.
-Nie pisnął nawet słowem - szepnęła Kama.
-Skąd wiesz?
-Bo jakby pisnął żona już dawno wywaliłaby go z domu. To nam ułatwia sprawę.
-Boże, Kama...
-Cicho bądź, Neva. Tak trzeba. Ja bym tak chciała i ty też - złapała ją za ramiona i zmusiła do popatrzenia w oczy. - Obiecuję ci, że jeżeli kiedykolwiek Morata cię zdradzi i dowiem się o tym przed tobą, ty nie dowiesz się nigdy.
-Ale...
-Cicho, Neva - puściła ją i poszła pierwsza.
Fernando siedział w otwartych garażowych drzwiach na deskorolce córki i coś majstrował przy hulajnodze syna. Wyglądał spokojnie, nawet nie przeczuwał, że coś może się stać.
-Torres - syknęła Kama, gdy weszły do środka.
Spojrzał na nie i już poczuł nadchodzące problemy. Były jak silny podmuch wiatru zwiastujący burzę.
-Jedno pytanie - powiedziała. - Przespałeś się z Leną? - spytała, a on głośno przełknął ślinę.


Tymczasem daleko od Madrytu Isco rechotał jak wariat. Bale co chwila walił go w żebra, Isco wpychał sobie wtedy pięść w usta, ale pomagało to na chwilę.
-Zdemaskujesz nas! - warknął Ramos. We trzech siedzieli na balkonie pokoju Jese. Ramos jako ten najbardziej stabilny fizycznie (Isco trząsł się konwulsyjnie od śmiechu, a Gareth regularnie uderzał do w tors) trzymał kamerę. W pokoju spał spokojnie Jese. Na czole namalowanego miał kurczaka. Niezmywalnym markerem. Czemu kurczaka? Tylko to umiał namalować Ronaldo, bo na fazie rysowanych kurczaków był właśnie Cristianito. A malować mógł tylko on, bo wyżej wymienieni mieli zajęte lub niestabilne ręce.
-Jey M! - do pokoju wpadł Marcelo. - Fanki stoją pod hotelem i chcą z tobą zdjęcia! - zawył.
Jese zerwał się z łóżka i wybiegł na korytarz. Marcelo świadomy tego, że jest nagrywany pokazał chłopakom kciuk w górę i poleciał za Jese.


-KURWA! - wydarł się kilkanaście minut później Jese. Piłkarze zarechotali z uciechy.
-Co obstawiacie? Lustro czy zdjęcia w internecie z fankami? - spytał Ramos.
-Przyjmuję zakłady! - zawołał Benzema.
-Zabije! - do pokoju rekreacyjnego wpadł Jese. - Zabije! - zamachał rękami. Na czole nadal miał kurczaka.
-Świetnie się trzyma - skomentował Ronaldo i uśmiechnął się przy tym cwanie. Wiedział, że Jese nie będzie miał odwagi go tknąć. Zastanawiał się tylko czy bardziej działał strach przed nim czy przed Kamą. Bo kogo jak kogo, ale jego narzeczonej (bardzo podobało mu się to słowo) bał się jak nikogo.
-Jego fanki chciały mu zlizywać tego kurczaka! - śmiał się Marcelo.
-Jest cały, zdecydowały się jednak na tego na dole? - spytał Benzema, a reszta wybuchła śmiechem.
-Żal mi was! - zakomunikował Jese i wyszedł.
-Jey M! Nie obrażaj się! - zawołał za nim Pepe, ale Jese już nie wrócił.
-Może nie zrozumiał o jakiego kurczaka na dole mi chodzi? - zastanawiał się głośno Benzema. - Następnym razem narysujmy mu zwykłego ptaka - pokiwał głową.



Kama przysiadła na jednej ze skrzynek blisko twarzy Fernando.
-Powiem ci jak teraz będzie - wyszeptała. - Są dwa scenariusze, wybierzesz właściwy. Pierwszy jest taki, że pójdziesz do Olalli i powiesz jej co zrobiłeś - uśmiechnęła się wrednie. - Tak, wiem, że ona nic nie wie. Jakby wiedziała już dawno mieszkałbyś w jakimś wynajmowanym mieszkaniu w centrum miasta, a twój adwokat przyjmowałby pozew rozwodowy. To jest dalsza część pierwszego scenariusza. Olalla się dowiaduje, wywala się na zbity pysk i zamiast szczęśliwej rodziny, wspaniałej żony i trójki uroczych dzieci masz nastoletnią Lenę i jedno dziecko... W sumie dwoje dzieci, z tym, że jedno jest pełnoletnie i możesz je od czasu do czasu przelecieć.
-Kama - syknęła Neva, ale siostra ją zignorowała.
-Drugi scenariusz jest taki, że kompletnie zapominasz o Lenie, a Lena o tobie. Co miesiąc przelewasz na wskazane przeze mnie konto ładną sumkę, która pozwoli godnie żyć Lenie i jej dziecku. Gdy dziecko będzie pełnoletnie to może Lena mu powie kto jest jego ojcem. Najpierw skontaktujemy się z tobą.
-A jak się nie zgodzę? - mruknął.
-Żaden problem - Kama wstała. - Od razu wcielimy w życie scenariusz numer jeden - syknęła i ruszyła ku wyjściu.
-Zaczekaj! -jęknął. Nevie było go strasznie szkoda, ale co mogła zrobić? Kama już postanowiła, nie było odwrotu. Cały czas rozważała sytuację i nijak jej nie wychodziło, że Kama racji nie ma... Miała. Torres miał z Olallą troje dzieci, spokojne życie, a Lena... Lena była jego błędem. Gdyby chociaż trochę mu na niej zależało jakoś by się z nią kontaktował. Patrząc jednak na przybitą Lenę wiedziała, że nie kontaktował. Wybrał rodzinę. Kama chciała tylko zapewnić godne życie siostrze i siostrzeńcowi lub siostrzenicy. Robiła to pewnie i zdecydowanie. Było to trochę niepokojące, ale Neva nie miała ochoty tego rozważać.
-Tu - Kama wyjęła papiery i podała Fernando. Bez słowa podpisał wszystko. - Proszę - podała mu kwitek. - Numer konta i kwota. Na razie tylko tyle, po porodzie będzie więcej, jak dziecko pójdzie do szkoły też.
-Kama... - zaczął, ale urwał.
-Zero kontaktu, tylko przelewy. Zapomnij o Lenie - syknęła i wyszła. Neva bez słowa poszła za nią.
-Myślisz, że dobrze zrobiłyśmy? - szepnęła, gdy siedziały w samochodzie. Chociaż nie zrobiła w sumie nic jednak czuła się współudziałowcem wszystkiego. Mogła ją powstrzymać, ale jednak nie powstrzymała.
-Dobrze. Znam przykład, gdzie podobny układ działa świetnie - mruknęła. - A całkowicie zakazał kontaktu rodzica z dzieckiem. Torres ma chociaż nikłą nadzieję, że pozna swoje dziecko.
-Lena wraca na Fuerteventurę?
-Dziś wieczorem ma samolot. Rozmawiałam z rodzicami, o nic nie będą pytać. Pierwszy przelew od Torresa pójdzie na ich konto.
-Kama, skąd wiedziałaś co zrobić? - wyszeptała zerkając na siostrę. Kama akurat zatrzymała się na światłach i spojrzała na Nevę.
-Pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć - odparła i odwróciła wzrok.


_________________________


Mam już wspaniały pomysł na kolejne opowiadanie i nawet 3 skończone odcinki! Ale zacznę je publikować dopiero, gdy skończę to opowiadanie, ale tu mam jeszcze kilka rzeczy do napisania ;)
Więc, wszystko w swoim czasie ;)

Przypominam, że o nowościach i wszystkim, informuję na facebooku ---> klik

Buziaki!

wtorek, 26 lipca 2016

13. Udręczony Haribo bez nóżek

Lena czekała. Wiedziała, że Kama w końcu się do niej dobierze. To, że teraz była zajęta to była tylko ściema. Dręczyła ją. Niepewność i oczekiwanie, że pewnego dnia Kama otworzy drzwi, wykańczały Lenę nerwowo. Nienawidziła jej za to. Zrobiła głupotę, nie przemyślała wszystkiego, ale miała tylko osiemnaście lat!
Nie była perfekcyjną Kamą, która miała zawsze wszystko przemyślane! Ani Nevą, którą z każdych tarapatów wyciągał Morata. Kama miała teraz Ronaldo, który był w stanie zrobić dla niej wszystko.
Jedna wzięła ślub, druga się zaręczyła, a ona? Ona się po prostu zakochała! Źle ją trafiło, ale sądziła, że na skrzydłach miłości zapłynie daleko. No, nie udało się. Upadła boleśnie, a miało być jeszcze gorzej.
Najbardziej bała się gniewu sióstr. Gróźb Kamy, milczenia Nevy... Już słyszała jak jej najstarsza siostra się odgraża, a Neva po prostu patrzy. Żadne słowo Kamy nie będzie tak boleć jak ten pusty, a jednocześnie smutny wzrok Nevy. To było najgorsze.


Kama pogłaskała po ciemnych włosach śpiącego małego Cristiano i uśmiechnęła się do niego czule. Ucałowała go w czoło i cicho wyszła z pokoju. Kochała tego małego szkraba z całego serca i była w stanie ułożyć mu u stóp cały świat. Niewiele osób było w wąskim gronie ludzi, których Kama kochała. Cristianito skradł jej serce błyskawicznie. Teraz była cała jego. Cristiano czasem się oburzał, że rozpuszcza mu syna, ale miała to gdzieś. On był sprawiedliwym rodzicem, a ona rozpieszczała małego. Często się przytulali, bawili i śmiali. Mały potrafił przerwać zabawę, czy nawet trening z ojcem, by przybiec do niej i się przytulić. Rozczulał ją, ale rozczulała ją też ta łagodność, która pojawiała się wtedy w oczach dużego Cristiano.
Kama schodziła się do salonu, gdzie czekała już na nią siostra. W każdym zakątku eleganckiego i ekskluzywnego domu Cristiano Ronaldo czuć było jej obecność. A to jakaś apaszka, pomadka czy sam zapach perfum. Czuła się panią tego domu i partnerką właściciela tego domu. Wiedziała, że Cristiano codziennie śledzi prasę i sprawdza czy jego syn nie został wystawiony na pastwę paparazzi. Oczyma wyobraźni widziała jego zawiedzioną a jednocześnie zadowoloną minę, gdy nic nie znajdował. Nadal go zaskakiwała, ale on nadal czekał na to, że go rozczaruje. Kama nie miała zamiaru mu nic obiecywać, chciała mu udowodnić, że nie jest i nigdy nie będzie taka jak jego byłe, lafiryndy.
-Ciąża - warknęła do siostry, gdy usiadła.
-Co? - drgnęła zaskoczona Neva. Zamyślona wpatrywała się w sztuczne płomienie w kominku.
-Ciąża - powtórzyła Kama.
-Skąd wiesz?
-Bo wiem - przekręciła oczami.
-Ale to dopiero początek...
-Czy ja wiem? Oceniłabym to na jakiś trzeci miesiąc.
-Oszalałaś?! - złapała się za brzuch.
-Co? - teraz to Kama była zdziwiona. - O czym ty mówisz? Nie... - uśmiechnęła się. - Masz męża dopiero od miesiąca! Neva! - wybuchła śmiechem.
-No co? - burknęła. - Przemyślałam to sobie gruntownie. Jego matka cisnęła po mnie, bo nie chciałam mieć dzieci tylko najpierw zrobić karierę. Podsuwała mu pod nos tę smarkulę. Postanowiłam, że pokonam ją jej własną bronią. Co mi teraz zarzuci? Że dam jej synowi wymarzone dziecko? - uśmiechnęła się zadowolona. - Byłam dziś u lekarza. Trzeci tydzień.
-Gratuluję - Kama mocno uścisnęła siostrę. Neva była zaskoczona jej wylewnością, ale ucieszyło ją to. Odkąd była z Cristiano miały zdecydowanie lepszy kontakt. Chyba jej służył ten związek. - Lena też jest w ciąży - warknęła Kama.
-Też to obstawiam - mruknęła.
-Torres.
-Torres - pokiwała głową. - Załatwimy to jutro. Nie ma co czekać.
-Jak mu to udowodnimy?
-Gdy na niego spojrzysz, będziesz wiedzieć. Zaufaj mi.



Susana Martin zmarszczyła nos. Usiadła na ogrodowym fotelu i zapatrzyła się na basen. Znajdowała się w podmadryckiej willi swojego obecnego partnera.
-Alvaro jutro ma pierwszy mecz. Lecę z Nevą rano do Turynu - zakomunikowała wychodząca z domu blondynka. Usiadła na sąsiednim leżaku i upiła łyk swojej kawy.
-I bez niej dobrze zagra - burknęła Susana.
-Z nią lepiej.
-Wiesz, że w ciągu tego miesiąca zmieniła absolutnie wszystko w jego domu w Turynie?! - prychnęła oburzona.
-To teraz też jej dom - odparła spokojnie.
-Niestety. Alvaro nie podpisał z nią intercyzy, a jego głupi ojciec się na to zgodził!
-Mamo, masz żal do Alfonso, bo on z tobą podpisał? - zaśmiała się.
-Twój ojciec miał więcej klasy!
-Bo nie podpisał? Nic nie miał, więc nie bał się, że coś straci - uśmiechnęła się rozbawiona.
-Miał klasę, nazwisko i pochodzenie! A to ważniejsze niż pieniądze!
-Daj spokój, teraz nikt nie zwraca na to najmniejszej uwagi.
-Ja zwracam!
-Jako jedyna. Neva teraz jak poleci do Turynu to nie zamierza się ruszać nigdzie przez najbliższy czas.
-A co to się stało? Postanowiła zostać przykładną żoną? - zadrwiła.
-Jest w ciąży.
-Och, Boże! Nie masz dla mnie litości! Nigdy nie pozbędę się tego dziewuszyska!
-A na pewno nie tanio.
-To na pewno! Mój biedny synek! Biedny Alvarito.
-Biedny, biedny - przytaknęła dla świętego spokoju. Marta lubiła, gdy jej matka zajmowała się Alvaro. Zajmowanie się Alvaro oznaczało nie zajmowanie się nią. Miała wtedy luz, nie słuchała, że czas się ustatkować, skończyć podróże i tak dalej. Na jej szczęście miała bogatego narzeczonego z dobrego domu, więc nie musiała słuchać tych wrednych komentarzy, które jej mamusia słała pod adresem Nevy. Chociaż każdy wiedział, że Alvaro tego nie słuchał.


Lena usiadła gwałtownie na kanapie. Usłyszała jak w zamku przekręca się klucz. Isco, z którym mieszkała, był z Realem w Ameryce. A Neva od razu po ślubie się wyprowadziła. Tylko nigdy nie oddała kluczy.
Przyszły pod nią.
Do salonu weszła Kama, a za nią Neva.
-Wstawaj - warknęła Kama.
-Idziemy - dodała Neva.
-Dokąd? - wyszeptała Lena.
-Do lekarza. Niech nam potwierdzi to co już wszystkie wiemy - odpała spokojnie Neva.
-Nie zgadzam się! - Lena objęła swój jeszcze płaski brzuch.
-Wstawaj, kretynko - warknęła Kama. - Może jestem bez serca, a nie każę ci wyskrobać swojego siostrzeńca albo siostrzenicy.
-Nie mów tak do niej!
-Cicho bądź, a ty się ubieraj! Musimy załatwić jeszcze jedną sprawę, a ja naprawdę nie mam czasu na takie patyczkowanie się z nią! - wrzasnęła zniecierpliwiona.
-Lena, ogarnij się szybko - poprosiła Neva. Lena uciekła do łazienki, a dwie siostry westchnęły.
-Jeszcze trochę to jej mózg wyskrobię - syknęła Kama.
-Obwiam się, że akurat tam to nie ma co skrobać - mruknęła Neva.


Isco leżał na swoim hotelowym łóżku i pożerał żelki.
-Aaa... Jestem misiem bez nóżek! Aaaa... - przemawiał do żelowych misiów.
Siedzący na fotelu Cristiano czytał jakiś magazyn i obrzucił go tylko przelotnym spojrzeniem. Toni Kroos, który siedział na parapecie i pisał wiadomości do domu wyglądał na trochę przestraszonego. Był z nimi w zespole już rok, ale niektóre sytuacje ciągle go zaskakiwały.
Isco za to w ogóle się niczym nie przejmował. Świetnie się bawił. Lubił maltretować misie Haribo.
-Jesteś jego rodziną, to normalne? - Ramos szturchnął Ronaldo.
-Kama też miewa takie zapędy, tylko ciągle szuka żywej ofiary - rozejrzał się po kumplach. - Typuję Jamesa.
-Dlaczego? - zaśmiał się Sergio.
-Bo jest najmniejszy i jest z nami najkrócej - wyszczerzył zęby.
-Albo Benzemę.
-Bo? - rechotał Ramos.
-Bo jest najgłupszy.
-A ja obstawiam Jese - wtrącił się Bale.
-Czemu? - zainteresował się Cristiano.
-Bo to jednak on jest najgłupszy. Poza tym się jej boi, więc to będzie ciekawe, gdy on będzie uciekał, a ona będzie go ganiać.
Wszyscy trzej wybuchli śmiechem i jak na zawołanie otworzyły się drzwi i stanął w nich Jese.
-Mam nową dziarę! - wydarł się.
-Gdzie? - spytał Bale.
-Na mózgu, wielką czarną dziurę mu w końcu zrobili - wypalił Isco nie przestając podgryzać kończyny żelkowych misiów.
-Zrobiłeś się taki wredny jak Neva. Ona ma to od urodzenia, a tobie zajęło to tylko dwadzieścia trzy lata - naburmuszył się Jese.
-To teraz jak tarcza, wiadomo gdzie jest cel - wyszeptał Ramos, a Cristiano i Gareth znów wybuchli śmiechem.
-A wy z czego znów wyjecie? - wkurzył się Jese.
-Z niczego, Jey M - drzemiący w kącie Marcelo puścił mu oczko. To tylko spotęgowało dziki śmiech trzech piłkarzy.
-Przyjacielu - objął go Pepe, który stanął za nim. - Masz jakiś problem? Zarapuj nam o tym - powiedział głosem psychologa, ale dalsze jego słowa zagłuszyły kolejne salwy śmiechu.
-Zemszczę się! - wydarł się Jese i wyszedł, a jego koledzy rechotali dalej.
-Wiem co mu zrobimy - wyszeptał Sergio z błyskiem w oku, na co Cristiano i Gareth uśmiechnęli się szelmowsko.



____________________


Miłego tygodnia!
Zapraszam na fb, gdzie zawsze są wszelkie informacje -> klik



sobota, 16 lipca 2016

12. I do!

Cristiano zaparkował samochód pod jednym z klubów i wysiadł. Obszedł go z tyłu i otworzył drzwi od strony pasażera. Wyciągnął rękę i z auta wyłoniła się wypielęgnowana dłoń, na której lśnił pierścionek z ogromnym diamentem.
Kama uśmiechnęła się do Portugalczyka i wysiadła. Uwielbiała takie chwile, gdy wszystkie oczy zwrócone były na nią. Nie chciała brać udziału w tym nędznym wyścigu nazwisk, ale chciała by każdy ją znał. Nie miała zamiaru udzielać żadnych wywiadów, brać udziału w sesjach zdjęciowych i wszytkim co można wymyślić. Wiedziała, że Cristiano jest tym zdumiony i czeka aż ona się na coś takiego zdecyduje. Spodziewał się, że rozczaruje go jak każda poprzednia kobieta. A Kama chciała się delektować tym jego zdumieniem, zaskoczeniem, że nie jest taka jak każda. Nie była i chciała, żeby dostrzegał to w każdym aspekcie ich życia. Była Kamą Velazquez, lubiła znaczyć wiele, lubiła mieć swoje zdanie w wielu kwestiach, ale nie miała zamiaru być czyjąś marionetką.
-Dziś cały świat się o nas dowie - wyszeptał jej na ucho Cristiano, gdy w blasku fleszy wchodzili do klubu.
-Więc uśmiechnij się ładnie, bo to nasz debiut - odparła z hollywoodzim uśmiechem na perfekcyjnie pomalowanych ustach.
-Dobrze - roześmiał się. Lubił jej towarzystwo, uwielbiał wręcz. Po ich ostatniej bardzo szczerej rozmowie zrezygnował z takich rozmów. Właśnie kończyły się ich bardzo udane wakacje na Maderze. Mijały prawie dwa miesiące od ich wyjazdu i przyszedł czas wracać do Madrytu. Najpierw czekał ich ślub Nevy i Moraty, a potem Cristiano leciał na przygotowania do Stanów. Kama miała skupić się na pracy doktoranckiej, ale chciała też zająć się Cristianito. Matka Crisa nic nie powiedziała na ten temat, stwierdziła, że chętnie odpocznie dłużej na Maderze. Sam Cris trochę się tego obawiał, ale patrząc na syna, który wręcz uwielbiał Kamę postanowił się nie martwić.
-Trochę mam wyrzuty sumienia, że przyjeżdżamy dopiero na ślub - powiedziała Kama, gdy już usiedli w swojej loży i sączyli drinki. Chociaż w przypadku Cristiano to był tylko sok z pomarańczy.
-Ani Neva ani Alvaro nie chcieli wieczorów panieńskich i kawalerskich. Wyraźnie powiedzieli, że zorganizują coś po ślubie. Jutro rano mamy samolot, wypoczniemy i pojutrze stawimy się na ceremonii - upił łyk ze szklanki.
-Dziękuję - uśmiechnęła się delikatnie.
-Za co? - spojrzał na nią podejrzliwie. Zdążył już ją poznać. Z Kamą nic nie było oczywiste. I chyba to najbardziej mu się w niej podobało. Zaskakiwała go na każdym kroku. Tak jak teraz.
-Za wakacje. Dawno tak bardzo nie wypoczęłam - cmoknęła go w policzek.
-Ja też - położył dłoń na jej udzie. - To był świetny czas.
-Tak - pokiwała głową. - Świetny - wyszczerzyła zęby.


Neva stała w swojej białej sukni w przedsionku kościoła. Obok niej, bardzo zdenerwowany, stał jej ojciec. Widziała przy ołtarzu Alvaro i była spokojna. Nie denerwowała się, nie miała wątpliwości. Była pewna, wybrała dobrze. Alvaro był jej pisany, zakochała się z nim bez pamięci. Chciała spędzić z nim resztę życia i wiedziała, że on z nią też. Mieli mieć cudowny ślub, wspaniałe wesele i nawet obecność jego matki tego nie zepsuje. Nic, bo miała obok siebie swojego ukochanego mężczyznę.
-Zaczynamy - wyszeptał jej ojciec i podał jej ramię.
Ruszyli.


Isco bacznie obserwował Lenę, która samotnie siedziała przy stoliku. Sączyła coś kolorowego w szklance i bawiła się słomką. Jej rodzicom wmówili, że jest przybita pierwszym rozczarowaniem miłosnym. Nie pytali o nic więcej. Przy Kamie i Nevie też przerobili rozczarowania miłosne. Trzeba przeczekać.
-Kochanie? - Monica pogłaskała go po policzku.
-Tak? - uśmiechnął się czule.
-Isco - do ich stolika podeszła Neva z Kamą. Neva w swojej białej sukni wyglądała olśniewająco. Kama też w niczym jej nie ustępowała. Obie wyglądały niczym gwiazdy wycięte z jakiegoś czasopisma o modzie.
-Żono Moraty, narzeczono Ronaldo - ukłonił się.
-Kochany braciszku - uśmiechnęła się Kama. - Stęskniłeś się za mną?
-Strasznie. Sądziłem, że wrócisz już zaciążona z tych wakacji, a tu rozczarowanie, tylko pierścionek - odparł. Kama zerknęła na Nevę, która uśmiechnęła się kącikiem ust i obie usiadły na wolnych krzesłach.
-Isco, to jest zapewne Monica, prawda? - wskazała na dziewczynę.
-Najładniejsza - pokiwała głową Neva.
-Też tak uważasz? - Kama uśmiechnęła się sztucznie do siostry. - Gust ci się poprawia, braciszku.
Isco nagle olśniło. Zapomniał już przez te dwa miesiące o co się kiedyś z nimi zakładał oraz o tym jakie wredne są razem. Do Nevy się przyzwyczaił, wiedział, że Kama bywa okropna. Nigdy nie mógł zapamiętać, że te dwie siostry, które na pozór się nie lubią, są razem nie do przejścia. A on przy nich był tylko nędznym piłkarzyną. Nie potrafił tak zripostować. Pal licho jego, był teraz z Monicą! Jak będzie dla nich nie miły, to zjedzą ją żywcem!
-Monica bardzo chciała was poznać! - wypalił szybko.
-Isco wiele mi o was opowiadał - uśmiechnęła się Monica.
-Owszem, owszem - zamachała rzęsami Neva. - Tak dużo, że zapomniał jak masz na nazwisko, gdy wypisywałam mu zaproszenie na ślub.
-Serio? - Kama spojrzała na siostrę, a gdy ta potwierdziła roześmiała się na cały głos. - Monica, nie przejmuj się. Nasz ukochany braciszek czasami zapomina o pewnych rzeczach - uśmiechała się słodko. - Czasem trzeba mu odświeżać pamięć - dodała złowrogo. Isco zmierzył ją morderczym spojrzeniem.
-Niby o czym zapominam? - warknął. - Wredoto - dodał. No nie mógł się powstrzymać!
-Teraz zapominasz, że mówisz do mojej narzeczonej - obok nich pojawił się Ronaldo.
-A Lena cały czas sama - znikąd pojawił się Jese. W ręku trzymał kolorowy drink ze słomką. - Tylko z Torresem się bawiła dobrze.
-Co? - Kama spojrzała na siedzącą samotnie najmłodszą siostrę.
-Wygląda tak odkąd wyjechałaś - mruknęła Neva. - Wegetuje.
-Starałem się ją karmić! - odezwał się Isco.
-Szkoda tylko, że wszystko zwracała! - warknęła Neva.
-Bo mnie ma odpowiedniego układu trawiennego! Jakoś ty nie rzygałaś jak kot, a jadłaś to samo!
-Żebyś ty zaraz nie miał problemu z jakimś układem!
-Ona po prostu się musi przyzwyczaić!
-Do czego? Do zepsutego żarcia?! Tak cię kiedyś urządzę, że tylko przez słomkę będziesz przyjmował!
-Cicho! - fuknęła Kama. - Idźcie się bawić! Leną zajmiemy się jutro. Już was nie ma! - jak na zawołanie wszyscy się ulotnili. Został tylko Ronaldo.
-Zatańczysz ze mną, moja narzeczono? - uśmiechnął się podając jej dłoń.
-Zatańczę, chociaż sam przyznasz, że nasze zaręczyny nie były jakieś spektakularne - mruknęła.
-Będą - puścił jej oczko i wyciągnął na środek parkietu.
Wtedy na scenę wszedł Morata ciągnąć za sobą Nevę. Muzyka ucichła, ludzie przestali tańczyć.
-Szanowni goście! - zaczął oficjalnie. - Dziś świętujemy wyjątkowy dzień dla mnie i mojej żony - uśmiechnął się i cmoknął Nevę w policzek. - Ale nie jesteśmy samolubami!
-Cristiano? - powiedziała świeżo upieczona żona Alvaro.
Cristiano odwrócił się do Kamy i kleknął na jedno kolano.
-Kama, pytałem już o to, ale teraz chcę mieć świadków - zaśmiał się. - Zostaniesz moją żoną?
-Tak - pokiwała głową Kama.
-I urodzisz mi gromadkę dzieci? - spytał jej na ucho, gdy wstał i ludzie bili im brawa.
-Zastanowię się - przytuliła się do niego.
Po tych dwóch miesiącach na Maderze zmieniło się jej podejście. Zaczęła traktować Cristiano jak przyjaciela, z przywilejami rzecz jasna. Nie krępowała ją jego obecność, czuła się przy nim bezpiecznie.
I naprawdę chciała zostać jego żoną. I nawet urodzić mu dzieci. A co tam!

sobota, 9 lipca 2016

11. Objawy

Kama spoglądała na ogromną willę z zachwytem. Spodziewała się czegoś wielkiego, ale nie tak spektakularnego.
Dom był ogromny i cały biały. Duże okna wpuszczały do środka mnóstwo słońca. Wokół były piękne, zielone drzewa i kolorowe kwiaty. Najwspanialszy był jednak widok oceanu, który łączył się z błękitem nieba.
W środku rezydencja była bardzo przytulna, pełna słońca i wszędzie wisiały zdjęcia rodziny Aveiro.
-Młody, zanieś swoją walizkę do swojego pokoju - poinstruował syna Cristiano. - My będziemy spać tu - otworzył jakieś drzwi, gdy byli na piętrze domu.
-Razem - pokiwała głową Kama. Na środku stało ogromne łoże nakryte białą kapą. Z balkonu roztaczał się przepiękny widok na ocean.
Zostawiła swoje rzeczy w środku i podeszła do barierki. Trudno było, nawet przed samą sobą, przyznać się jej, że tęskni za takimi widokami. Na Fuereventurze wyglądało to wszystko podobnie.
Uciekła stamtąd mając piętnaście lat i wracała niechętnie. Stojąc teraz na tym balkonie na Maderze, nie mogła się okłamywać. Była dziewczyną z wysp i kochała ocean, kochała ten klimat, to wszystko. Powietrze było zupełnie inne niż w Madrycie. Oddychało się jej tu zdecydowanie lepiej, lżej.
-Pięknie, co? - w drzwiach pojawił się Cristiano. Stanął za nią, przytulając się do jej pleców i kładąc ręce na barierce obok jej rąk.
-Pięknie - szepnęła. Coraz trudniej było jej z warunkami umowy, którą podpisała. Seks, i w ogóle dotyk Crisa miał być dla niej czymś łatwym. Nie sądziła, że ten Portugalczyk będzie ją tak krępował! - Chyba musimy iść do małego.
-Jak mały tu przyjdzie to też się nic nie stanie - wyszeptał w jej szyję. Kamie zrobiło się gorąco, czuła jak jej policzki płonął. Nagle dotarło do niej, że Cristiano ją najzwyczajniej w świecie podnieca! Podobał się jej i to w taki sposób jak żaden facet przed nim! Dlatego była skrępowana i odlatywała, gdy tylko ją dotknął.
Kierowana instynktem odwróciła się do niego twarzą. Uśmiechnął się delikatnie i pogłaskał ją po policzku.
-Kami, czego ty się boisz? - spytał z troską.
-Niczego - spuściła wzrok. Nikt nigdy nie zdrobnił tak jej imienia, ale bardzo jej się to spodobało.
-Czemu nie chcesz się zakochać? - delikatnie chwycił jej podbródek i uniósł do góry, by znów spojrzała mu w oczy.
-Bo miłość czyni słabym, Cris, a ja nie mogę być słaba - powiedziała twardo.
-Masz mnie - uśmiechnął się czule. - Będę twoją siłą.
-Przestań - odepchnęła go i weszła do pokoju.
-Na tym to polega, Kama. Miłość daje ci siłę, sprawia, że z miłości i dla miłości, możesz przenosić góry.
-Bzdura - prychnęła i zaczęła rozpakowywać swoją walizkę.
-Neva nie przenosi się do Turynu, bo Morata tak chce, ale robi to dla niego. Kocha go i zrobi wszystko...
-Neva jest głupia - przerwała mu. - Rezygnuje ze swoich marzeń kosztem jego. Mogłaby być najlepszym architektem w Madrycie, ale jedzie do Turynu, gdzie będzie tylko żoną Moraty!
-Czego ty się boisz? - skrzyżował ręce na piersi.
-Tego, że będę słaba, Cris. Że porzucę swoje plany i marzenia dla kogoś kto mnie potem skrzywdzi.
-Patrz, już zmieniłaś zdanie - wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Jeszcze jakiś czas temu deklarowałaś, że nie wierzysz w miłość. Teraz nie chcesz miłości.
-Nie rozumiesz - warknęła i chciała wyjść, ale chwycił ją za rękę.
-Czy ty kiedykolwiek byłaś zakochana? - spojrzał na nią uważnie.
-Byłam - szepnęła.
-I co się stało?
-Umarł.
Cris z zaskoczenia puścił jej dłoń, a ona wyszła nie zatrzymywana.


Neva i Isco siedzieli przy stole w kuchni. Ze swoich miejsc doskonale widzieli Lenę, która leżała na kanapie w salonie i pustym wzrokiem patrzyła za okno.
-Nie pracuje - szepnął Isco. - Nigdzie nie wychodzi. Tylko tak leży i patrzy.
-I nic nie chce powiedzieć - dodała Neva. - Czekaj, czekaj... Kto płaci za jej część? Okupuje naszą kanapę już miesiąc! Kama sobie pojechała na wczasy z Ronaldo, a my mamy ją niańczyć i płacić!
-Morata - palnął Isco nim się zastanowił.
-Co?! - syknęła.
-No co? - oburzył się. - Morata płaci za większość rzeczy w tym mieszkaniu.
-Isco, zjebie, chcesz mi powiedzieć, że jesteś utrzymankiem Moraty? - warknęła.
-On zarabia więcej niż ja, a do tego ma mega bogatego ojca! To dobre, co? Bili się bym przeszedł do Realu, a sprzedany Morata w Juve zarabia więcej niż ja w najlepszym klubie na świecie.
-Odjęli ci za głupotę - burknęła.
-Sie... - zaczął radośnie Alvaro, ale na widok min Nevy i Isco urwał. - Co jest? - cmoknął narzeczoną we włosy i usiadł obok niej na krześle.
-Nie wiedziałam, że masz dwie utrzymanki - fuknęła Neva.
-Co? - Alvaro drgnął nerwowo.
-Trzy, siostrzyczko, zapomniałaś o sobie - wyszczerzył zęby Isco. Neva wyciągnęła rękę, żeby go uderzyć, ale Morata w porę ją chwycił.
-Isco cię oszukuje, sam za siebie płaci - westchnął. - Dokładam tylko za tę część Leny.
-Czemu? - warknęła patrząc na niego ostro.
-Bo jak nie ja to ty byś to robiła, a doskonale wiemy, że nie za bardzo masz z czego. Poza tym co za różnica, za miesiąc będziemy już małżeństwem i wszystko będziemy mieć wspólne - położył jej dłoń na udzie. Neva westchnęła ciężko, wiedziała, że ta awantura nie ma sensu. - A ona tak długo? - wskazał na Lenę.
-Długo - przytaknął Isco.
-Długo - westchnęła Neva. - Tylko miejsca wegetacji zmienia.
-Aha - mruknął Morata. Patrząc na Lenę wiedział już, że Torres nie pozostawił jej złudzeń. Fernando miał rodzinę i nie powinien wszystkiego rzucać dla chwilowej słabości u boku Leny. Może i była ładna, młoda i w niczym nie przypominała Olalli, ale nie musiał jej od razu zdradzać. Alvaro i tak najbardziej żałował, że musiał o tym wiedzieć, że to widział. Trudno mu też było patrzeć Nevie w oczy i udawać, że nie ma pojęcia dlaczego Lena jest taka jaka jest.
-Torres też się ostatnio w ogóle nie pokazuje - skomentował Isco, a Moracie zrobiło się gorąco.
-I bardzo dobrze, ma żonę to niech z nią siedzi i bawi dzieci. Lena nie jest dla niego - burknęła Neva.
-Torres też ma doła jak Lena - zakomunikował stojący w drzwiach Jese.
-Skąd wiesz? - zaciekawił się Isco.
-Plotki docierają do niego razem z zarazkami w powietrzu - warknęła Neva.
-Nando opiekuje się żoną i czeka na narodziny córki. Termin pod koniec października - powiedział nie zrażony niczym Jese i oparł się o kuchenny blat.
Neva spojrzała na Moratę i przekręciła oczami.
-Chodzisz z nimi na badania czy wnioskujesz to po wielkości jej brzucha? - warknęła.
-Spotkałem ostatnio Fabregasa. A Fabregas wie to od Pique, a Pique od Casillasa, a ten od... - rozpoczął swój monolog Jese. Morata pokręcił głową, a Neva kompletnie przestała go słuchać.
Słyszała za to jak Lena zrywa się z kanapy i biegnie do łazienki. A potem wymiotuje.
-Co znowu jej dałeś do jedzenia? - Neva zaatakowała Isco.
-Nic! - zamachał rękami.
-Jese? - zerknęła na kumpla.
-Ja wyjątkowo też nie!
-A ja dopiero przyszedłem - odezwał się Alvaro, bo czuł, że zaraz na niego padnie podejrzenie.
-Rzyga się z niestrawności, nerwów albo ciąży - powiedział Jese.
-Ciąży - prychnęła Neva. - Niepokalane poczęcie zdarzyło się raz, moja siostra nie jest drugą Maryją tak samo jak ty nie wyglądasz na drugiego Józefa! Karmicie ją byle czym kiedy nie widzę i rzyga jak kot! Jesteście bez serca!
Alvaro zbladł, patrzył jak blada Lena kładzie się na kanapie i wpatruje w sufit.
-Zaraz wrócę - zerwał się i wyszedł przed blok. Wybrał numer Ronaldo, który o dziwo, odebrał niemal natychmiast.
~Siema, co tam w Madrycie? - przywitał się.
-A co jeżeli Lena jest w ciąży z Torresem?
~Zwariowałeś? Przecież to tylko raz...
-Ty chyba o pojedynczych razach powinieneś coś wiedzieć - przerwał mu.
~Po czym wnosisz?
-Siedzi cały dzień na kanapie, wygląda jak jakieś zombie, śpi i wymotuje. Nie jestem lekarzem ani tym bardziej ekspertem, ale to nie jest normalne. Neva obwinia o te jej wymioty Isco, że daje jej do jedzenia byle co, ale...
~Serio myślisz, że to to?
-Nie wiem
~Jeżeli Lena jest w ciąży z Torresem to mamy przesrane, stary.



____________________

Przepraszam, że tyle trwało nim pojawiło się tu coś nowego ;)
postaram się być bardziej regularna.
Obecnie jestem na etapie szukania pracy, bo Euro dobiega końca i moja praca związana z Euro też. A za co trzeba zapłacić mieszkanie i kupić czekoladę :P
Do tego ciągle z tyłu głowy dobija się do mnie praca magisterska. Z dnia na dzień robi to coraz głośniej, więc czas ostro się z nią wziąć i zostać w końcu tym magistrem filologii polskiej. Marzę o tym, żebym w końcu mogła czytać książki, które chcę a nie muszę. Brat cioteczny mi ostatnio rzucił wyzwanie, że nasz inny brat w ciągu roku przeczytał 50 książek. Zrobiło mi się tak mega smutno, bo ja też przeczytałam tyle książek, o ile nie więcej. Jeżeli 10% z tego było tym co sama sobie wybrałam uznaje to za sukces. Reszta to na zajęcia, egzaminy lub do prac zaliczeniowych. Nie zaprzeczam, że niektóre był fajne, ale... Obecnie czytam "Grę o tron". I jestem tak szczęśliwa, że to jest czytanie tego co chcę, a nie muszę, że nie potraficie sobie wyobrazić :D
Tak, mam dziwne marzenia i sposoby uszczęśliwiania samej siebie.


Rozgadałam się, buziaki!


czwartek, 16 czerwca 2016

10. Cicho sza!

Alvaro wszedł do ogrodu Ronaldo, podał Nevie kartki, które wziął z jej mieszkania i wcale nie słuchał o czym gadają. Cały czas myślał o tym co zobaczył. Nie miał pojęcia co ma zrobić. Powiedzieć? Jak powie to te dwie furiatki zabiją Lenę. A jak nie powie... W sumie to nie jego sprawa, ale...
-Alvarito, ale to nie to! - jęknęła Neva. - Źle ci wytłumaczyłam.
-Przepraszam - mruknął.
-Żaden problem - stwierdził Cristiano i wstał z fotela ogrodowego. - Podskoczymy. Chodź, Alvaro - podrzucił na dłoni kluczyki do samochodu.
-Może pojadę sam, to będzie lepszy pomysł - Morata poderwał się jak oparzony.
-Przestań, mam już dość siedzenia i plotkowania z kobietami - przerwócił oczami Portugalczyk.
-Naprawdę?! - zapiszczał Isco, gdy Kama skończyła swoją opowieść. - Co ty mówisz? - policzki aż mu poróżowiały z emocji.
-Chodź - szepnął Ronaldo błagalnie.
-Ale to nie koniec, dalej jest lepiej - zaśmiała się Kama.
-Mów! - jęknął podekscytowany Isco.
-Chodź! - warknął Cristiano, a Neva roześmiała się widząc jego zrozpaczoną minę. Cristiano nie zdążył przywyknąć do plotek, które sprzedawała Kama Isco, a Isco łykał je jak młody pelikan. Plotkujący Isco na treningu to zupełnie coś innego.
-Niedługo wrócimy - powiedział Alvaro i wyszli.
-Dlaczego mnie nie zabrali? - ocknął się Isco. - Chłopaki, a ja?! - krzyknął.
-Albo plotki albo wycieczki, nie ma i tego i tego - uśmiechnęła się Neva.
-Chyba kpisz, a kto niby ma najlepsze ploty? Faceci! - prychnął Isco. Neva spojrzała na siostrę, która aż przymknęła oczy. - Morata co prawda gówno wie, a Ronaldo tylko trenuje, ale spójrzcie na takiego Jese? Normalnie jak wikipedia!
-Chyba plotkopedia - zakpiła Kama.
-Drwij dalej, ale czy Jese czegoś nie wie? - prychnął.
-Durniu, na pewno czegoś nie wie. Nie może znać plotek z całego miasta - westchnęła Neva.
-Zdziwisz się! Co ma wiedzieć?
-Co robi Lena? - spytała Kama.
-Sekundkę - wyskubał telefon i wybrał numer Jese. - Sprawa jest - powiedział do aparatu. - Gdzie jest Lena?... A... Ok... No... Nie... No... Nara - rozłączył się. - Zaraz - powiedział pewnym tonem. - Bo nie może chwilo gadać, z laską jest...
-O co? - Neva spojrzała na siostrę, a ta zlustrowała uważnie Isco.
-Przyprowadzisz na kolację Monicę.
-Nie! - wrzasnął. - Wam na pożarcie? Nie ma mowy!
-A my tobie... - zaczęła się zastanawiać Neva.
-Będziecie dla niej miłe! Wtedy ją przyprowadzę.
-Zgoda - pokiwała głową Kama. - Jeżeli Jese w ciągu pół godziny powie co robi Lena będziemy miłe.
-Jeżeli nie to będziemy normalne - dokończyła Neva i uśmiechnęła się do siostry.
-Nienawidzę was - naburmuszył się Isco.


Fernando Torres otworzył oczy i spojrzał na śpiącą na jego torsie Lenę. Wyglądała przepięknie, pociągała go niesamowicie, ale żałował tego co zrobił. Żałował tak bardzo, że aż go bolało. Jak on to mógł zrobić Olalli? Jak?! Co go opętało? Gdzie się podział jego rozsądek?!
-Cześć - uśmiechnęła się Lena i pocałowała go w usta. - Idę pod prysznic, idziesz ze mną? - podrapała go delikatnie palcami po nagiej skórze.
-Nie, idź sama - mruknął. Dziewczyna wstała i naga powędrowała do łazienki. Uśmiechała się przy tym uwodzicielsko, ale wyrzuty sumienia były zbyt silne, żeby Fernando mógł zareagować tak jak chciała. Gdy ona była w łazience sam szybko wstał i założył spodnie. Usiadł na kanapie by założyć skarpetki, gdy drzwi do mieszkania się otworzyły. Do salonu wszedł Ronaldo, a za nim Morata.
-Neva chce mi zaprojektować taki fajny... - urwał Cristiano i spojrzał na Torresa. Szybko rozejrzał się po pokoju i znów spojrzał na Torresa. Fernando wpatrywał się w przybyszów. Mina Ronaldo świadczyła, że jest kompletnie zaskoczony i właśnie skleja co się dzieje z kolei Morata... Morata patrzył na niego pustym wzrokiem i się nie odzywał. Włożył ręce do kieszeni o oparł się ramieniem o framugę.
-Kurwa - skomentował w końcu Ronaldo i przysiadł na kanapie obok Torresa. Szybko złożył w całość to co widział, w sumie nie raz i on był w takiej sytuacji. Tylko on nigdy nie miał żony, z którą miał prawie troje dzieci. - Dziewczyny wiedzą?
-Nie - mruknął Fernando.
-Ja pierdziele - przejechał dłońmi po twarzy.
-Zbieraj się, znając życie zaraz wpadnie tu Jese - odezwał się w końcu Alvaro.
-Słuchajcie... - zaczął Torres.
-Nie chcemy słuchać, ja to w ogóle wolałbym nie wiedzieć - przerwał mu Morata.
-Jak dowiedzą się dziewczyny... - urwał Cristiano i wstał. - Zwijaj się, Torres. Alvaro ma rację, lepiej nie wiedzieć.
Morata poszedł do pokoju Nevy, znalazł odpowiedni projekt i wrócił do salonu, gdzie ubrany Torres szykował się do wyjścia.
-Zamkniemy za tobą drzwi - warknął, a Fernando wyszedł. Chwilę potem do salonu weszła owinięta tylko w ręcznik Lena.
-Co wy tu robicie? - syknęła owijając się nim szczelnie.
-Wpadliśmy po projekty, które chciała Neva, a co? - Cristiano uśmiechnął się krzywo. Zdenerwowana Lena jednak tego nie zobaczyła.
-A nic... - mruknęła.
-Wystraszyliśmy cię, co? Sama tak siedzisz? - pokiwał głową Morata.
-Sama, Neva i Isco gdzieś poszli.
-Tak, wiemy. Idziemy? - Alvaro zwrócił się do Crisa.
-Pewnie, udanego wieczoru - uśmiechnął się do Leny i wyszli. - Nie możemy im powiedzieć! - jęknął.
-Czego? - nagle przed nimi zmaterializował się Jese.
-Niczego - drgnął Cristiano. Nie był przyzwyczajony do tego co działo się w tym bloku. Znał swoich kumpli tylko z treningów i czasami imprez.
-Gdzie Neva? - Jese uchylił drzwi i zajrzał do mieszkania.
-W środku - odpowiedział spokojnie Alvaro.
-Sama?
-Sprawdź.
-A co robi?
-Masturbuje się - wypalił Ronaldo.
-Serio? - oczy Jese rozbłysły.
-Serio. Jest tylko w ręczniku.
-Kama o tym wie? Neva też? Podglądacie jej siostrę!
-Ty też. Jak myślisz, komu wcześniej wydrapią oczy? - uśmiechnął się Alvaro. Jese się zadumał. Za długo znał obie siostry by wiedzieć, że on pierwszy ucierpi.
-To sprawdzę co robi - mruknął i wszedł do mieszkania. Ciekawość górą.
-Spadamy - zakomenderował Alvaro i szybko wyszli z bloku.
-Co z robimy z tym... wiesz? - jęknął Cristiano, gdy znaleźli się w samochodzie.
-Zdradził żonę! Wiesz, że ona jest w ciąży? - szepnął Alvaro.
-Kama obedrze go ze skóry, stary! Wypatroszy go!
-A Neva gotowa jeszcze pójść do jego żony - westchnął.
-Ani słowa, zgoda?
-Zgoda.



_____________________

W następnym odcinku wakacje na Maderze :D

Zapraszam na Facebook'a!



sobota, 11 czerwca 2016

9. Dopięła swego.

Neva wróciła do mieszkania i opadła na kanapę. Niemal natychmiast pojawił się obok niej Isco. Miał minę, która zdradzała, że się nudził. A tu wróciła Neva i już nie będzie!
-Skąd Jese wiedział, że matka Moraty zdradzała? - spytała.
-Wszyscy o tym wiedzą.
-Isco... - westchnęła. - To, że wie o czymś ten plotkarz Jese nie znaczy, że wiedzą wszyscy!
-Morata nie wiedział? - szepnął.
-Nie.
-Wkurzył się?
-Wkurzył. Wygarnęłam to jego matce po tym jak utytułowała mnie puszczalską. To się odgryzłam. Po czym chciała dać mi w twarz, ale Alvaro złapał jej rękę.
-Ostro - mruknął. - Ona cię naprawdę nienawidzi.
-Z wzajemnością.
-Co na to Alvaro?
-Chciał zostać sam.
-Też tak wypaplałaś...
-Byłam zła, no weź, powiedziała, że się puszczam!
-Przecież każdy wie, że Morata to nie jest twój pierwszy facet... - Neva zmiażdżyła Isco spojrzeniem, ale Isco właśnie drapał się po nosie, więc nie zauważył.
-Jak chłopak ma milion lasek to jest spoko, ale dziewczyna to musi być dziewicą! - fuknęła uderzając pięścią w oparcie kanapy.
-Lena lata za Torresem - wypalił nagle. Neva zgrzytnęła zębami.
-Skąd wiesz? Racja, głupie pytanie, od Jese... Co zrobimy?
-My? - zdziwił się ogromnie.
-Isco, jesteś jej bratem ciotecznym, weź jakąś odpowiedzialność. Kama ma na nas wyjebane...
-Kama zamieszkała u Ronaldo.
-Żartujesz?! - sapnęła.
-Matko, na jakim ty świecie żyjesz, Neva? Ty nic nie wiesz!
-Dobrze, że ty wiesz! Szkoda, że nic z tym nie robisz! - ruszyła do drzwi.
-Jak pójdziesz do Koke to Morata się wścieknie.
-Wczoraj się nie wściekł!
-Wczoraj nie wyjechałaś jego matce, że się puszczała.
-Zamknij ryj, Isco!


-Twoja siostra lata za Torresem i całe miasto o tym mówi - zakomunikował Koke, gdy tylko Neva usiadła na kanapie.
-Nie będę za nią latać, żeby jej pilnować - warknęła.
-Ale ludzie gadają - powiedział siedzący na fotelu Saul.
-Nie obchodzi mnie to, za dwa miesiące wyprowadzam się do Turynu. Alvaro ma jeszcze rok kontraktu. Lena może latać i za wami i będzie mi to bimbać!
-Nami? - wyszczerzył się Saul. Neva zmierzyła go uważnym spojrzeniem. Razem z Moratą przyjęła do swojego serca miłość do Realu Madryt, tolerowała graczy innych klubów, ale tylko Koke lubiła. Saul był dla niej jedynie kawałkiem życia jej przyjaciela, nikim więcej. Musiała go akceptować, bo Koke go lubił, tak samo jak Koke musiał akceptować na przykład Ronaldo.
-Jak tam teściowa? - zmienił temat Koke.
-Do du... - nagle drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem i stanął w nich Alvaro Morata.
-Cześć. Neva? - wyciągnął rękę.
-Cześć - uśmiechnęła się delikatnie i wstała. Podeszła do niego i wzięła go za dłoń.
-Na razie! - pożegnał się i wyszli. Normalnie Neva by go ochrzaniła, ale teraz czuła, że sama przeskrobała swoim za długim jęzorem.
-Musimy się pospieszyć, straciłem trochę czasu zanim cię znalazłem - zeszli na dół i wsiedli do jego auta.
-A co się stało? - zapięła się pasem i ruszył.
-Zobaczysz - mruknął bez uśmiechu. Neva miała trochę wyrzuty sumienia, następnym razem będzie ciskać Susanie, gdy Alvaro nie będzie w pobliżu.
-Pan Morata? - spytał jakiś mężczyzna stojący pod drzwiami jego mieszkania.
-Tak - Alvaro otworzył drzwi. - Proszę - weszli do mieszkania i Neva ze zdumieniem obserwowała jak mężczyzna wymienia zamki. Po wszystkim Alvaro zapłacił i facet poszedł. - Proszę - podał jej plik kluczy.
-Dziękuję - mruknęła.
-Teraz moja matka nie wejdzie do mieszkania bez naszego pozwolenia. Są tylko dwa komplety kluczy. Po ślubie to samo zrobię w domu w Turynie i przykażę służbie jej nie wpuszczać bez mojej zgody.
-Dziękuję - przytuliła się do niego.
-Zrobię dla ciebie wszystko, skarbie - pocałował ją w czubek głowy. - Nie dam cię nikomu skrzywdzić, a na pewno nie mojej matce.
-Przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale ja nie wiedziałam - spojrzała mu w oczy. - Sam wiesz, że gdy Jese coś mówi to brzmi to tak jakby to była najoczywistsza sprawa na świecie.
-Wiem - uśmiechnął się. - Ale nie chcę o tym rozmawiać - uciął, a ton głosu miał ostrzejszy.
-Alvarito - pogłaskała go po zarośniętym policzku.
-Nie chcę - odsunął się.


Dni mijały Kamie spokojnie. Maj minął bez żadnych rewelacji, uważnie słuchała wszystkich plotek Jese, ale jeszcze nic nie okazało się prawdą. Lena przycichła, po tym jak znalazła sobie pracę w jakiejś kawiarni. Morata po zakończonym sezonie wrócił do Madrytu, wcześniej wynajmując profesjonalną ekipę, która miała zorganizować ślub. Neva nie widywała się z teściową, więc w spokoju skończyła staż, studia i nawet zdążyła się obronić. Kama zwolniła się z pracy, ale od czasu do czasu oddawała jakiś artykuł, za który dostawała wynagrodzenie. W obliczu tego co dostawała od Cristiano były to drobniaki. Całymi dniami przesiadywała na zajęciach albo w bibliotece. Czytała, uczyła się, układała plan swojego doktoratu. Była spokojna i szczęśliwa, dawno nie czuła się tak dobrze. Wieczorami grała z małym i dużym Cristiano w jakieś gry, potem czytała małemu Cristianito bajkę, a gdy już spał siadała z dużym Cristiano na tarasie. Ona z kieliszkiem wina w dłoni, on ze szklanką świeżo wyciśniętego soku.
Polubiła ich, czuła się z nimi bardzo dobrze. Nie spodziewała się tego, ale u boku Cristiano odnajdywała spokój, którego podświadomie szukała od tak dawna. Jego potężne ramiona zaczęły zapewniać jej poczucie bezpieczeństwa, którego pozbawiła się wyprowadzając się z domu. Potem już przy nikim nie czuła się tak spokojnie jak przy rodzicach. Zdawała sobie sprawę, że jego ramiona nigdy nie będą jego, zawsze będzie dzielić ich kontrakt, który zawarli i to, że nie miała zamiaru nigdy się w nim zakochać. Jej genialny plan uwzględniał wszystko oprócz tego, że Ronaldo ma silny charakter i nie dał sobą sterować. Nie wzięła pod uwagę też emocji i tego co sama może czuć. Wyobrażała sobie to jako idealny układ. Kasa, spokój i seks od czasu do czasu. A tu okazało się, że jego wzrok już ją krępował. Ją! Kamę Velazquez, której uległ sam Jorge Mendes!
-Jutro zaczynamy urlop - zakomunikował Cristiano na początku czerwca, gdy wspólnie spędzali wieczór na tarasie.
-My? - zdziwiła się nad swoim kieliszkiem białego wina. Miała ciężki dzień, głowa aż jej pękała od nadmiaru wiedzy, ale była szczęśliwa. Lubiła się uczyć, dowiadywać o nowych rzeczach.
-Tak, moja droga dziewczyno, my. Jedziemy na Maderę.
-Czy tam są paparazzi? - mruknęła.
-Kama, wszędzie są. A na pewno wszędzie tam gdzie ja - skrzywił się.
-To ja nie jadę! - odstawiła kieliszek i założyła ręce na piersi.
-Jedziesz - powiedział spokojnie Cristiano.
-Nie jadę! Mam dużo pracy, nie mam czasu na wakacje!
-Jedziesz - spojrzał na rozgwieżdżone niebo. - W umowie figuruje punkt mówiący o wspólnych wakacjach.
-Co? - drgnęła. - Nic takiego nie chciałam!
-Ale ja chciałem - uśmiechnął się delikatnie.
-Nie zgadzam się!
-Kama - nadal się uśmiechał. - Nie ma zgadzam czy nie. Jedziesz - wstał. - I w mojej rezydencji na Maderze będziemy mieć wspólną sypialnię. Nikt nie uwierzy w doktorat na wakacjach.
-Ale... - zająknęła się.
-Jutro wieczorem masz być spakowana. Jak dla mnie piżam możesz zapomnieć - puścił jej oczko, a ona się zarumieniła. Cris wszedł do domu, a Kama zacisnęła dłonie w pięści. Tego w ogóle nie zakładał jej plan! Wakacje? Wspólny pokój? I co jeszcze?
-Rodzina - wyszeptała sama do siebie i teraz zbladła. Czemu nigdy nie pomyślała o tym, że będzie musiała poznać rodzinę Cristiano? Będzie przy nich musiała udawać jego szczęśliwą dziewczynę!
Jej genialny plan coraz częściej wydawał jej się strzałem w kolano.


Lena nie była nachalna, to Fernando szukał z nią kontaktu. Coraz częstsze spacery, rozmowy, smsy, rozmowy. Dziewczyna była szczęśliwa, jej marzenie powoli zaczynało się spełniać.
Siedziała właśnie z Fernando na ławce w parku i rozmawiali o jej rodzinnej wyspie.
-Zawsze chciałem mieszkać w takim miejscu - wypalił Fernando. - Ale zostałem piłkarzem.
-Skończę studia i wrócę do domu - powiedziała pewnie. - Ten zapach oceanu, szum fal... To jest to, to moje miejsce na ziemi - uśmiechnęła się do niego.
-Jesteś taka inna niż wszyscy w tym mieście - wypalił nagle biorąc ją za rękę. Wiedział, że nie powinien, wiedział, że powinien wrócić teraz do żony i dzieci, ale nie mógł. Lena go fascynowała, hipnotyzowała. Na samą myśl o tym, że Olalla miałaby go teraz zobaczyć robiło mu się słabo, ale nie potrafił przestać.
-Bo dopiero się przeprowadziłam - przysunęła się bliżej. Lena miała gdzieś to co powinna a czego nie. Liczyło się to co chciała. Była świadoma tego jak Fernando reaguje na jej ciało, specjalnie ubierała się tak, żeby dostrzegł jej atuty. Chciała, żeby był jej, żeby ją kochał, mieszkał z nią.
-To wracaj - wyszeptał. Był coraz bliżej. Jego usta zbliżały się do jej, nie mógł tego zatrzymać, nie potrafił się powstrzymać.
-Nie mogę - musnęła swoimi wargami jego. - Bo ty jesteś tu - pocałowała go. Fernando się nie odsunął, nie odepchnął jej. Oddał pocałunek. - Jesteś wspaniały - szeptała między pocałunkami. - Chodź - wstała nagle biorąc go za rękę. - Isco i Nevy nie ma - uśmiechnęła się, a Fernando nie zaprotestował. Nie potrafił.


Neva i Isco siedzieli na tarasie domu Cristiano Ronaldo i wpatrywali się w Kamę, która leżała na leżaku i spokojnie piła wino.
-Jese mówił, że jutro jedziecie na wakacje - mruknął Isco pożerając truskawki z miseczki.
-Jedziemy - kiwnęła głową.
-Spakowałaś się już? - spytała Neva uważnie przyglądając się siostrze.
-Nie, mam gości.
-Tak, a kogo? - rozejrzał się ciekawie Isco. Czując na sobie piorunujące spojrzenie sióstr uśmiechnął się głupkowato. - Aaa... Nas - wyszczerzył zęby.
-Ale to tylko świadczy o tym, że dobrze się tu czujesz - uśmiechnął się nadchodzący Cristiano. - Dom mojej dziewczyny jest też waszym domem - usiadł na leżaku Kamy i ucałował ją w nagie udo, bo właścicielka miała na sobie krótką sukienkę. Spojrzał przy tym na Kamę w taki sposób, że nawet Isco poczuł się trochę niezręcznie.
-Uuu - sapnął. - Widzę, że jest gorąco! - wyszczerzył zęby.
-Nie narzekam - warknęła Kama.
-Ja też nie - Cris puścił Isco oczko. - A jutro Madera! - klasnął w dłonie. - Pełen chill, pływanie, świetne żarcie, no wakacje - położył rękę na udzie Kamy i dalej uśmiechał się do Isco. Isco gorliwie kiwał głową.
-Och, zazdroszczę ci! - sapnął.
-Czego? - głos siedzącej Nevy sprowadził go gwałtownie na ziemię. - Kama to twoja siostra, to kazirodztwo - syknęła. - A takiego samego chillu możesz zażyć i ty, tylko jesteś leniwy i nigdzie nie chce ci się jechać.
-Nie mam z kim - mruknął.
-A ta Monica, którą podsunęła ci Kama?
-Jaka Monica? - Kama spojrzała na nich zdumiona.
-No ta, którą dałaś mu w zamian za wprowadzenie na imprezę Realu. Wtedy, gdy poznałaś Crisa - wyjaśniła nieco zaniepokojona Neva.
-Nikogo mu wtedy nie dałam, bo koleżanka nie mogła przyjść.
-To skąd się wzięła ta Monica?!
-Co za różnica skąd? Fajna jest - uśmiechnął się Isco.
-I go chce pomimo tego, że nie została podsunięta przeze mnie - dodała Kama.
-To skąd się tam wzięła?
-Neva, czy to aż takie ważne? - zirytował się Isco.
-Pewnie nie, tylko jak cię złapie na dzieciaka to będziesz mówił inaczej, pacanie!
-Nie złapie.
-Zobaczymy...


Morata stał pod mieszkaniem Nevy i grzebał się z kluczami. Wiedział, że któryś w pęku, który trzymał w ręku pasuje, ale nie wiedział, który. W końcu wybrał na chybił trafił, włożył do zamka i przekręcił. Pasował!
Ucieszył się bardzo, bo spieszył się do Ronaldo, gdzie czekała na niego mała posiadówka z przyjaciółmi, ale Neva poprosiła, żeby przywiózł jej jakieś papiery, czy tam projekt, który koniecznie chciała pokazać Cristiano, a go zapomniała. Miał akurat po drodze, więc wstąpił... Nawet jakby nie miał to by wstąpił, dla Nevy zrobiłby wszystko.
Wszedł do przedpokoju, wyjął swój telefon i wybrał jej numer.
~Alvarito, to jest albo gdzieś w moim pokoju albo w salonie... Wydaje mi się, że w salonie, bo krzyczałam rano na Isco, żeby nie dotykał tego tłustymi paluchami! - syknęła i usłyszał krzyk z bólu. Pewnie uderzyła Isco.
-Dobra, poszukam - powiedział do słuchawki, wszedł do salonu i zamarł.
~I co, masz? - odezwała się Neva, ale Alvaro nie był w stanie się poruszyć. Na kanapie spała Lena i Torres. Nakryci kocem, ale nadzy. Wszędzie walały się ich ubrania.
-Tak - mruknął i zgarnął kartki leżące na komodzie. - Już jadę - zrobił tył w zwrot i wyszedł.
Torres i Lena... Isco mu coś mówił, Jese paplał o tym jak nakręcony, ale nigdy nie dowierzał ich rewelacjom. A tu Torres zdradził żonę, tak samo jak jego matka zdradzała... I co on miał teraz zrobić?



__________________

Przepraszam, że tak długo musieliście czekać!
Nie podołałam. Zastanawiam się też nad zmianą dnia publikacji nowych docinków, ale będę Was informować na Facebooku! Zachęcam do polubienia, to zawsze będziecie na bieżąco :D



Buziaczki!

sobota, 4 czerwca 2016

8. Nie taki synek mamusi.

Alvaro Morata miał to do siebie, że się nie poddawał. A na pewno łatwo nie rezygnował z czegoś na czym mu zależało, lub z kogoś kto należał do niego. Neva była jego. Nosiła na palcu pierścionek, który był zapewnieniem, że chce spędzić z nią resztę życia. Kochał ją nade wszystko, chociaż czasem było trudno ją kochać. Kłóciła się z jego matką, wiedział, że ma rację, ale męczyło go to. Czy dwie kobiety, które były dla niego ważne nie mogłyby się dogadać? Nie chciał, żeby Neva pracowała po ślubie, ale Neva chciała. Co miał zrobić? Siłą przecież jej do łóżka nie przywiąże. Zamiast przyjaciółek miała przyjaciół, na to też nic nie mógł poradzić. Owszem, wolałby jakby wolny czas spędzała tylko z Isco i Carlotą, ale wiedział, że to się nigdy nie uda.
Wbiegł po schodach i zapukał. Po chwili w drzwiach pojawił się jego kolega.
-Cześć, Koke - przywitał się. - Moja narzeczona jest u ciebie, prawda? - lubił podkreślać to, że to jego Neva wybrała spośród wszystkich facetów. A spodobała mu się już od pierwszego spotkania, gdy poznał ich ze sobą właśnie Koke.
-Hej, jest, ale... - urwał. - No chodź - wpuścił go do środka. Neva siedziała na kanapie i spoglądała na niebo za oknem. A raczej czarność. Na stoliku przed nią stał kieliszek po winie. Alvaro zagryzł zęby, nie lubił, gdy piła.
-Kochanie - zaczął, ale dziewczyna spojrzała na niego i wstała.
-Dziękuję, Koke - powiedziała. - Chodźmy - zwróciła się do Alvaro i wyszła. Bez słowa zeszła na dół, potem w milczeniu wsiadła do samochodu.
-Neva... - Alvaro chciał zacząć rozmowę, gdy już ruszył, ale mu przerwała.
-Poczekaj, zaraz - westchnęła i przymknęła oczy. Gdy zaparkował auto w parkingu podziemnym wyszła i udała się do windy, potem weszli do jego apartamentu, usiadła na łóżku w sypialni i popatrzyła spokojnie na swojego narzeczonego.
-Alvarito - westchnęła i potarła dłonią czoło.
-Neva - kucnął przed nią i ujął jej ręce w swoje. - Przepraszam, że nic nie powiedziałem ci o Alice, ale to tylko znajoma. Matka suszy mi głowę, żebym spędził z nią trochę czasu, bo ona nie ma w Turynie znajomych. Jak już tylko zamieszkamy razem moja mama zniknie z mojego domu, obiecuję ci to - ucałował jej dłoń.
-Obyśmy do tego czasu byli jeszcze razem - szepnęła.
-Będziemy - usiadł obok i mocno ją przytulił. - Jesteś dla mnie najważniejsza, Neva.
-Ty dla mnie też, Alvaro - pocałowała go.


Kama nie mogła spać. Kręciła się, wierciła, aż w końcu zrezygnowała i wstała. Zeszła na dół i wyszła na taras. Chłodne powietrze ją otrzeźwiło. Usiadła na jednym z ogrodowych foteli i się zamyśliła.
Przez lata nie miała przyjaciółki, nie mogła z nikim teraz porozmawiać. Siostry nawet nie wchodziły w grę, Lena była gówniarzem, a Neva miała za ostry język, by chciała jej słuchać.
Maszyna, którą tak bardzo chciała wprawić w ruch, właśnie ruszyła. Chciała zostać żoną Cristiano Ronaldo, chciała mieć dużo pieniędzy i święty spokój. Wiedziała, że przez lata współpracy z Jorge zdobyła odpowiednie wpływy, ale nie sądziła, że aż takie. Ponad to myślała, że będzie kręcić Ronaldo jak się jej spodoba, a okazuje się, że nim się nie da kręcić. Że to on stawia warunki. Bała się tego co może z tego wszystkiego wyniknąć.
-Czemu nie śpisz? - obok niej usiadł Cristiano.
-Czemu mnie straszysz? - złapała się za serce.
-Bo myślę.
-O czym? - zerknęła na niego, ale on patrzył przed siebie.
-O nas - popatrzył jej w oczy. - Podpisaliśmy kontrakt, który można nazwać intercyzą. Przed ślubem go odnowimy.
-Po co? Przecież wszystko w nim zawarliśmy.
-Nie zawarliśmy w nim tego co dostaniesz w zamian za urodzenie mi dzieci - odparł, a Kama nie po raz pierwszy przy nim zaniemówiła. - Zazwyczaj szczęśliwi mężowie kupują swoim żonom drogie błyskotki, też ci kupię, ale skoro chcesz się ze mną kiedyś rozwieść powinnaś mieć coś jeszcze.
-Nigdy nie będę chciała się z tobą rozwieźć, chyba, że ty tego zechcesz - odparła.
-Nie? - zdziwił się nieco.
-Nie, bo nigdy się w nikim nie zakocham, więc nigdy nie będę chciała od ciebie odejść. Zwłaszcza jak będziemy mieć dzieci.
-Jak to nie zakochasz?
-Nie wierzę w miłość między kobietą a mężczyzną.
-A twoi rodzice? Siostra?
-Bzdura, to tylko przywiązanie albo pożądanie.
-Rzucasz mi wyzwanie, zdajesz sobie z tego sprawę? - uśmiechnął się delikatnie.
-Ja tobie? - zdziwiła się.
-Żebym sprawił, że mnie pokochasz.
-Wcale nie! Nie wierzę w miłość, Cris, naprawdę. Lubię cię i wiem, że po pewnym czasie będę lubić bardziej, ale to nie będzie nic więcej. Przywiążę się do ciebie, przyzwyczaję.
-Czy ktoś cię kiedyś skrzywdził, Kama?
-Nie. - warknęła i wstała. - Idę spać, dobranoc. - szybko weszła do domu. Cristiano obserwował jak wbiega po schodach na górę.
-Pokochasz mnie, Kama - powiedział sam do siebie. - Pokochasz tak mocno, że aż sama się zdziwisz, że się da.
Kama opadła na łóżko i zacisnęła pięści. Polubiła Cristiano, intrygował ją. Musiała zdusić w sobie to głupie uczucie, z tego nigdy nie wynika nic dobrego. Po co jej to? Właśnie zaczynać żyć jak królowa, nie trzeba teraz dodawać sobie kolejnych kłopotów.
-Nigdy już nikogo nie pokocham, nigdy!



Alice odgarnęła na plecy blond włosy i przekręciła kluczyk w zamku. Stała przed pięknymi drzwiami w jednym z najbardziej luksusowych apartamentowców w jakim była. A była w wielu, bo jej rodzice byli bogaci. Nie spodziewała się, że piłkarz Juventusu Turyn zarabia aż tyle, żeby było go stać na takie luksusy. Willa w Turynie mogła być wynajmowana, ale ten penthouse był wyraźnie na własność.
-Alvaro nawet w Madrycie jest samotny, jego, pożal się Boże, partnerka - Susana przewróciła oczami. - Nigdy nie ma na nic czasu. Tylko biega po mieście jak opętana nie wiadomo z kim!
-Może woli teraz odpocząć, niż nas witać... - mruknęła blondynka.
-Bzdura! - prychnęła Susana i weszła do środka. W mieszkaniu panowała cisza i porządek. W przedpokoju stała tylko walizka. Pani Martin bez ceregieli powędrowała do sypialni, a Alice za nią ciekawie rozglądając się po bogatym i gustownym wnętrzu. Gdy otworzyły drzwi stanęły jak wryte.
W granatowej pościeli smacznie spał Alvaro i Neva. Chłopak leżał na plecach, jedną rękę mając pod głową, a drugą obejmował dziewczynę. Neva wtulona była w jego nagi tors, a na jego klatce piersiowej spoczywała jej prawa ręka. Na serdecznym placu lśnił brylant.
Sam jego widok niesamowicie irytował Susanę, a właśnie teraz strasznie rzucał się w oczy!
-Synu - odezwała się władczym tonem. Alvaro drgnął i poczuł jak zadrżała Neva. Obudzona Neva to nic dobrego, a obudzona przez jego matkę to już bomba.
-Co chcesz? Co tu robisz? - syknął mocniej obejmując narzeczoną.
-Przyszłam cię odwiedzić z Alice, a tu takie ekscesy! - podniosła głos. Chłopak dopiero teraz dostrzegł blondynkę i zaczął współczuć jej i sobie, bo czuł co zaraz może się dziać. - Wstyd!
-Mamo, wyjdźcie - zaczął ostrożnie, ale widział, że Neva otwiera oczy. Spojrzała na niego z mordem w ciemnych tęczówkach.
-Może ja wyjdę i nie będę państwu przeszkadzać? - warknęła i miała zamiar wstać owijając się kołdrą, ale Morata przycisnął ją mocniej do siebie.
-Nie możesz - szepnął, żadne z nich nie miało nic na sobie, a znał Nevę i wiedział, że jak nie będzie jej mocno trzymał to wstanie i będzie miała gdzieś jego zawstydzenie.
-Nie mogę? - fuknęła i usiadła zasłaniając biust. - A twoja matka ma prawo tu wchodzić? Ile my mamy lat, żebyś nas nachodziła? - spytała spokojnie Susanę. - O ile dobrze pamiętam to już ładnych parę lat temu skończyłam osiemnaście lat.
-Alvaro to mój syn - odparła dumnie.
-I co? Teraz będziesz do końca życia wpadać do naszej sypialni i zaglądać nam pod kołdrę? Cudownie! Pierwsza mi powiesz czy jestem w ciąży!
-Nie podnoś na mnie głosu! - Susana pogroziła jej palcem.
-Wynoś się stąd - warknęła, a w oczach naprawdę miała mord.
-To mieszkanie mojego syna, a ty jak na razie nie różnisz się niczym od panienek na noc - odparła.
-Mamo! Licz się ze słowami! - oburzył się Alvaro. - Neva zostanie moją żoną! Masz odzywać się do niej z szacunkiem!
-Nie będę odzywać się do puszczalskiej z szacunkiem.
 Dla Nevy tego było za wiele. Wyrwała się Alvaro i owijając kołdrą podeszła do Susany. Morata zdążył zasłonić swoje strategiczne miejsce poduszką, a potem zgrabnie owinął się prześcieradłem.
-Tak? - wyszeptała prosto w twarz przyszłej teściowej. - Ja przynajmniej puszczam się tylko z nim i mam na placu brylant, a za kilka miesięcy weźmiemy ślub. Ty puszczałaś się z obcym facetem będąc żoną kogoś innego. I ty śmiesz mi coś mówić o puszczaniu? - wysyczała.
Alvaro szerzej otworzył oczy, a Alice zakryła usta.
-Ty... - Susana się zamachnęła, ale zamiast trafić w twarz Nevy poczuła silny uścisk na nadgarstku. Morata błyskawicznie wyskoczył z łóżka zasłaniając swoim ciałem Nevę.
-Nigdy nie waż się jej tknąć - powiedział lodowatym tonem. - A teraz stąd wyjdź.
-Synku...
-Wyjdź! - powtórzył zdecydowanym tonem. Susana rad nie rad wyszła, a za nią Alice. - Skąd wiesz? - usiadł na łóżku i spojrzał na Nevę.
-O czym? - usiadła obok niego.
-O tym, że moja matka zdradzała ojca.
-Cały Madryt o tym wie.
-Nie cały, bo ja nie wiedziałem... - wstał i poszedł do łazienki.



_____________


Nowy odcinek wcześniej, bo muszę się uczyć :D Zawsze mam ogromny problem z wymyśleniem tytułu odcinka!
Jak się podoba nowy szablon? Mi bardzo! :)

Z tym Moratą to będą dobre akcje potem :D Niech te ładne oczka nikogo nie zwiodą ;)

Buziaczki dla Moniiki, bo nie ma w tym odcinku Isco, ale będzie w następnym :D


czwartek, 2 czerwca 2016

7. Gdyby Isco poszedł na studia...

Lena wpatrywała się w panoramę miasta, która roztaczała się przed nią z balkonu mieszkania Nevy i Isco... W sumie widziała przed sobą tylko sąsiednią kamienicę, ale wystarczyło. Czuła, że nie jest na swojej ukochanej wyspie, nie pachniało tu oceanem. Nie rozumiała jak ludzie mogą żyć tak daleko od morza. Rodzice proponowali jej, że może iść do szkoły średniej do Madrytu, ale dla niej taka opcja nie istniała. Na studia przyszła, bo chciała mieć dobry kierunek i jednak trochę poznać stolicę. Kochała Fuerteventurę, była jej domem i miejscem, gdzie chciała mieszkać zawsze. Wiedziała, że za kilka lat wróci do swojego domu, na swoją wyspę, na jej miejsce na ziemi.
-Mała?! - ryknął Isco z mieszkania. - Neva, gdzie jest twoja mała siostra?
-Moja mała siostra jest niższa od ciebie o dwa centymetry - wypomniała mu boleśnie Neva.
-Ale jest młodsza! Stąd mówię do niej "mała"! - oburzył się.
-Moja mała siostra zaczyna w tym roku studia, czyli nadal jest ponad tobą, bo tobię nigdy nie chciało - Neva nadal wbijała szpile.
-Bo jestem zawodowym piłkarzem! - wrzasnął. - A ta smarkula?!
-Zaczyna studia - odparła lekkim tonem. - Jej trud teraz zwróci się jej wtedy, gdy ty będziesz przesiadywał tylko na ławce albo kopał piłkę gdzieś w Dubaju.
-Ale będę mega bogaty!
-Ale nadal głupszy niż ona.
-Jesteś wredna.
-Wolę określenie "szczera".
-Jesteś tak szczera, że aż wredna!
-Jakbyś poszedł na studia to potrafiłbyś mi się odciąć w podobnym tonie.
-Morata jakoś nie poszedł i co?
-Morata mi tak głupio nie pyskuje i nie muszę mu odpowiadać.
-A teściowa? - zachichotał.
-A teściowa skończyła studia, więc rozmowa jest na tym samym poziomie.
-Co ty dziś z tymi studiami się tak wysapałaś?! - wkurzył się. - Może ja nie chcę? Może nie potrzebuje?
-Pewnie, do czego ci one? Lepiej całymi godzinami bezmyślnie kopać piłkę!
-Morata też kopie!
-Czy każdy twój argument będzie się dziś opierał na nim? - westchnęła. - Otóż Alvaro kopie piłkę bezmyślnie dla zabawy, a po skończeniu kariery przejmie biznes po ojcu.
-Też mam swój biznes!
-Powodzenia, Isco. Jak skończysz karierę to może wpadnę do twojego sklepu do Malagi i coś sobie kupię - odparowała i trzasnęły drzwi.
-Jesteś głupia! - wrzasnął, bo nie dość, że skończyły mu się argumenty to jeszcze wyszła! - Młoda! - zawył wychodząc na balkon.
-Zamknij się, pół ulicy nie musi cię słyszeć - burknęła Lena.
-Przyzwyczaili się, poza tym zapominasz, że na górze mieszka Jese. Oni wiedzą, oni nam na wiele pozwalają, kochają nas, bo jesteśmy z Realu - wymądrzał się. - Co tu robisz? - przysiadł na drugim krześle.
-Kontempluję.
-Co? - podrapał się po głowie.
-Myśli - odpowiedziała stojąca w drzwiach Neva. - Na studiach nauczyli by cię co to znaczy. - Isco przekręcił oczami, ale nic nie odpowiedział. - I co tam wymyśliłaś?
-Podoba mi się Fernando Torres - odparła Lena.
-To wiem nie od dziś - westchnęła jej siostra.
-I co z tym zrobiłaś? - spytał Isco.
-Poznałam go - uśmiechnęła się. Neva i Isco spojrzeli na nią zaskoczeni.
-No tu już dobrze ci idzie, młoda! - pochwalił Isco. - Teraz kilka spotkań i jest twój!
-Tumanie, on ma żonę i dzieci - warknęła Neva.
-I co? - nie rozumiał chłopak.
-Ma rodzinę! - przewróciła oczami. - Poza tym on jest rocznik osiemdziesiąt cztery a Lena to dziewięćdziesiąt siedem!
-Tylko trzynaście lat.
-Isco, dziewczyna młodsza od ciebie o trzynaście lat ma teraz dziesięć!
-Aaa... - sapnął. - Kapuję.
-Poznałam go, sympatyczny koleś. Tylko David Villa strasznie nerwowo zareagował na Kamę - gdy tylko to powiedziała Neva i Isco wybuchli śmiechem. - Wiecie czemu?
-Kiedyś próbował poderwać Kamę na jakimś przyjęciu, a ona go zgasiła, że zaraz powie jego żonie - śmiał się Isco.
-Kama nadal go tym straszy, gdy tylko coś się jej nie podoba, a ten drży, że Patricia się o tym dowie - Neva otarła łzy z oczu. - Na mnie też reaguje strasznie alergicznie, bo uważa, że pokrewieństwo zobowiązuje do złośliwości. A spójrz na Isco, takie rozczarowanie - roześmiała się.
-NEVA! - ryknął Isco, a z okna na przeciwko wyleciała do nich doniczka.
-Przeklęte piłkarzyny! Zamknijcie się, jest sjesta! - zawyła jakaś pani.


Fernando Torres usiadł na ławce w parku, a z torby wyjął dwa pyszne i tłuściutkie pączki. W domu, Olalla, nigdy nie dałaby mu ich zjeść. Tyle tłuszczu, cholesterolu i coś tam jeszcze! Nie był w stanie zapamiętać tych dziwnych i trudnych słów, których używała do straszenia go. W sumie to go nie straszyła, Nando nie jadł tego czego mu nie pozwalała, bo po prostu nie chciał słuchać jej wrzasków. W ogóle nie przejmował się szkodliwością swoich przysmaków.
-Hej - usłyszał obok siebie. Na ławce usiadła ta śliczna dziewczyna, przez którą jąkał się cały wykład! Siostra Kamy Velazquez. Villa długo potem się pieklił, że ją spotkali.
-Cześć - uśmiechnął się niepewnie.
-Nie przeszkadzam ci? Tak przechodziłam i cię poznałam. W sumie znam tu niewiele osób.
-Spoko - poczęstował ją pączkiem. - Mając takie siostry nie znasz tu nikogo? - zdziwił się nieco.
-Kamy prawie nie widuję, więc nie mam nawet opcji, że miałabym gdzieś z nią wyjść. Neva jest ciągle w biegu, więc też nie ma dla mnie czasu. A jedyni ludzie jakich spotykam to Isco i ich koledzy mieszkający w mieszkaniu nad nimi - skrzywiła się.
-Słyszałem plotki, że Kama jest z Cristiano Ronaldo - mruknął.
-Też tak słyszałam i na słyszeniu się kończy. Kama nigdy nic o sobie nie opowiada. Nawet jeśli z nim jest to i tak nic nikomu nie powie. A mi to szczególnie, bo uzna mnie za przekaźnik, zaraz wypaplam Isco i pójdzie w świat.
-Bez przesady, Isco nie jest aż takim plotkarzem!
-Isco może i nie, ale jego koledzy owszem. Nie masz dziś treningu?
-Właśnie z niego wracam - uśmiechnął się. - Skończył się wcześniej, może masz ochotę na lody?
-Pewnie! - klasnęła w dłonie uradowana. - Strasznie fajnie mi się z tobą rozmawia! Jakbyśmy się znali całe życie! - wyznała.
-To dziwne, ale czuję to samo - uśmiechnął się nieśmiało Fernando. - To chodź! - wstał z ławki.
Lena patrzyła na Fernando, gdy siedzieli w lodziarni. Podobał się jej z każdą chwilą coraz bardziej. Imponował jej, podniecał, chciała go. Nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje i co w nim takiego jest, ale chciała go mieć tylko dla siebie. Spędzać z nim każdą chwilę, podziwiać jego przystojną twarz, wpatrywać się w jego cudowne oczy... Nie przeszkadzało jej to, że ma żonę i dzieci.
Nigdy z nikim tak dobrze się jej nie rozmawiało. Nikt jej tak nie rozumiał, nie śmiał się z jej żartów i nie patrzył.
Fernando też nie mógł oderwać wzroku od Leny. Nie mógł oszukiwać sam siebie... Podobała mu się. Jej młodość, świeżość, radość życia. On miał już swoje lata, swoje doświadczenia życiowe, a ona była taka czysta, nieskażona tym wszystkim. Nie wiedział co się z nim dzieje, znał ją dwa dni, rozmawiał z nią drugi raz w życiu, a czuł, że zna ją od zawsze. Śmiała się, zabawnie przekrzywiała głowę i wpatrywała się z niego tak... Sam nie wiedział jak to nazwać. Olalla nigdy tak nie patrzyła, już dawno przestała postrzegać w nim mężczyznę, był jej mężem i ojcem jej dzieci. A Lena, Lena była inna...


Sergio Canales stanął przed pięknymi, dębowymi drzwiami i zapukał. Cisza. Zapukał ponownie. Dalej cisza. Zadzwonił dzwonkiem. Zero reakcji. Zadzwonił ponownie. Nic.
Już miał odchodzić, gdy z góry usłyszał tupot nóg. Po schodach zbiegł Jese.
-Siema, Sergito! - zawołał. - Chcesz wejść? Oni tam są, oszukują tylko. Neva pewnie sterroryzowała Isco, żeby nie otwierał. Ty nawet nie masz pojęcia jaka ona jest czasem antyspołeczna!
Stanął przy drzwiach, z kieszeni wyjął klucz i przekręcił go w zamku.
-Teraz uważaj, będzie krzyczeć - wyszeptał i wszedł do środka. Sergio się zawahał. Tak wiele razy naraził się w życiu Nevie, że nie był pewny czy chce znowu. - Canales! - zawył Jese na cały głos. Jese był odważny, nie bał się Nevy.
Neva siedziała na kanapie i popijając kawę oglądała telewizję. Słyszała zamieszanie za drzwiami, to jak Jese gmera w zamku, ale postanowiła sobie, że się nie zdenerwuje.
Po co jej kolejne zmarszczki przez tego gamonia? I tak zapewnił jej ich wystarczająco dużo.
-Cześć, Neva - przywitał się Canales.
-Cześć - burknęła. - Teraz znów będziesz ciągle pojawiał się w moim życiu? Uwierz, wcale cię nie potrzebuję.
-Przyszedłem oddać ci twoją zgubę - usiadł obok niej. Zmierzyła go lodowatym spojrzeniem.
-Och, święte Bernabeu - wyszeptał Jese i uciekł do pokoju Isco.
-Zgubę?
-Tak - Sergio wyjął z kieszeni spodni jej portfel. - Zgubiłaś po imprezie.
-Dzięki - odebrała portfel i położyła go na ławie. - Teraz już możesz iść.
-Nie należy mi się czasem znaleźne? - uśmiechnął się. Całej scenie przyglądał się Alvaro Morata. Stał w drzwiach wejściowych, których Jese nawet nie raczył za sobą zamknąć. Neva i Canales nie byli w stanie go zobaczyć, a on w środku aż gotował się ze złości.
-Znaleźne? - warknęła Neva. - Za co?
-Gdyby nie ja...
-To portfel znalazłby ktoś inny, na przykład Benzema i oddałby mi go od razu nic nie chcąc w zamian.
-Neva, bo ja chciałbym cię przeprosić - chwycił ją za rękę, którą od razu wyrwała.
-W dupę sobie wsadź swoje przeprosiny, wiesz? Zdradziłeś mnie, oszukiwałeś, patrzyłeś w oczy i mówiłeś, że jest spoko! Wynoś się! - wskazała mu drzwi.
-Neva, naprawdę cię kochałem.
-Mam to gdzieś!
-Neva - złapał ją za ręce, a ona mimo szarpania nie była w stanie się uwolnić.
-I co? - warknęła. - Mam teraz zerwać z Alvaro i rzucić się Tobie w ramiona? Bo mnie kochałeś? Puszczaj mnie! - zniecierpliwiła się.
-Morata będzie cię zdradzał...
-Tak? Co ty nie powiesz? - odezwał się Alvaro. Neva drgnęła, a Sergio ją puścił.
-Morata - mruknął.
-Teraz stąd wyjdź i nigdy więcej nie waż się nękać mojej narzeczonej - syknął.
-Kto tu kogo nęka? - zaśmiał się Canales wstając. - Słyszałem o tej uroczej blondyneczce co ją obracasz w Turynie. Każdy słyszał tylko nie Neva! Zainteresowana jak zwykle dowiaduje się ostania!
-Wyjdziesz sam czy mam ci pomóc? - złapał go za przód koszulki.
-Poradzę sobie - odepchnął go. - Powodzenia w życiu, Neva. Widać lubisz być zdradzana - warknął i wyszedł.
-Blondyneczce? - syknęła Neva, gdy za Canalesem trzasnęły drzwi.
-To nie prawda - Alvaro usiadł obok niej. - To jest córka znajomych mojej mamy.
-To wszystko jasne - założyła ręce na piersi. - Susana i córki jej znajomych.
-Wiem co teraz myślisz, ale to nie jest prawda.
-Wiesz co teraz myślę? - wstała z kanapy. - To, że może Canales miał rację, ale częściowo. Nie lubię być zdradzana, po prostu trafiam na takich, którzy robią mnie w chuja! A twoja matka zrobi wszystko, żebyśmy się rozstali! Wkurwia mnie to i mam jej serdecznie dość! A ty mógłbyś się w końcu ogarnąć i zrobić z tym porządek! - warknęła i też ruszyła do drzwi.
-Neva! - Morata zerwał się za nią, ale nim dobiegł już wyszła.
-O święte Bernabeu - wyrwało się Jese, który wszystko podsłuchiwał z pokoju Isco. Morata spojrzał na jego jedno oko między framugą, a drzwiami i go zignorował. Opadł na kanapę i westchnął. Miał ochotę go porządnie grzmotnąć, ale oprócz tego, że podsłuchiwał nie robił nic złego. Alvaro sam był sobie winien. Skąd miał wiedzieć, że jakieś plotki o Alice dojdą aż do Madrytu? Widać jednak świat jest bardzo mały, a piłkarski to już szczególnie.


Kama weszła do hollu w domu Ronaldo i podniosła dumnie głowę. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie tę sytuację. Miała zostać jego żoną, miała stawiać warunki, a tu ma zmienić nazwisko! Tego nie zakładał jej scenariusz, do tego czuła, że w ogóle jej plan weźmie w łeb.
-Cześć - z salonu wyszedł Cristiano i uśmiechnął się do niej delikatnie. - Fajnie, że jesteś - otoczył ją ramieniem w pasie i pocałował w usta.
Kama była tak zaskoczona, że pierwsze co jej się cisnęło na usta to powiedzonko Jese "o święte Bernabeu", ale udało jej się powstrzymać.
-Chodź, pokażę ci twoją sypialnie - wziął bez trudu jej ogromne walizki, które ona ledwo przytaszczyła pod drzwi, i wszedł do schodach. Zaprowadził ją do pięknego pokoju, z ogromnymi oknami, widokiem na wypielęgnowany trawnik za domem. W pokoju było łóżko, duże biurko z wygodnym fotelem, półka na książki, komoda i telewizor na ścianie. Były też drzwi, jak się domyśliła, do garderoby i łazienki. - Selena wszystko rozpakuje - uśmiechnął się. - Ciebie zapraszam do jadalni, zjemy kolację. - zostawił walizki i poprowadził ją na dół. Przy stole siedział już Cristianito i Dolores. Uśmiechali się do niej przyjaźnie.
-Siadaj, kochanie - zachęciła ją Dolores i wskazała na miejsce po prawej stronie Cristiano, który siedział u szczytu stołu. Kama usiadła i zjedli kolację. Po niej mały Cristianito pobiegł jeszcze pograć w piłkę do ogrodu, a Dolores poszła za nim. Kama stanęła w drzwiach na taras i patrzyła jak malec biega za piłką.
-Proszę - duży Cristiano podał jej kluczyki. - Twój samochód.
-Dziękuję - mruknęła.
-Jutro zapraszam cię na kolację do jednej z moich ulubionych knajp.
-Jak mam się ubrać?
-Elegancko, ale bez przesady. Kolacja z chłopakiem - puścił jej oczko. - Jorge wyśle za nami dziennikarzy.
-Czy to jest konieczne? - spojrzała na niego poważnie.
-Nie chcesz? - patrzył na nią badawczo, uważnie sledził każde, nawet najmniejsze drgnięcie powiek.
-Nie. Gdy zrobią nam zdjęcia przypadkiem to trudno, ale nie musisz wysyłać ich za nami specjalnie.
-Dobrze - pokiwał głową. - Pójdę wziąć prysznic - ruszył do drzwi. - Chcę, żebyś urodziła mi dziecko, Kama - powiedział będąc już przy wyjściu.
-Słucham? - drgnęła i odwróciła się do niego.
-Chcę, żebyś urodziła mi dziecko - powtórzył patrząc na nią poważnie.
-In vitro? - wyszeptała.
-Naturalnie.




____________________


W końcu jest! Miałam poślizg, ale tak jak pisałam na Facebook'u musiałam się przeprowadzić, a najpierw znaleźć gdzie, do tego długi weekend. Mam też słodkiego bratanka, który jak nikt pochłania mój czas, więc nie dałam rady. Teraz mam tylko w czerwcu do zaliczenia jeden egzamin i napisanie pracy na przedmiot, więc dam radę :D

Standardowo zapraszam na FB > klik < tam zawsze jest kawałek notki przed premierą i informuję jak coś idzie nie tak ;)

czwartek, 19 maja 2016

6. Tego się Kama nie spodziewała...

Cristiano Ronaldo zszedł po schodach i skierował się do swojego salonu. Na kanapie siedział jego przyjaciel i menager – Jorge Mendes i Ona. Wpatrywała się w niego spokojnie swoimi dużymi brązowymi oczami. Siedziała prosto, mając założoną nogę na nogę. Na stopach miała czarne szpilki, a ubrana była w elegancką granatową sukienkę. Długie włosy odgarnęła na plecy. Bił od niej spokój, opanowanie i siła. Podobała mu się. Prawie jej nie znał, ale oferowała mu rzeczy jakich nikt nigdy nie oferował.
-Nie zgadzam się na ślub – powiedział, gdy usiadł na kanapie naprzeciwko swoich gości. Młodej kobiecie nawet nie drgnęła powieka za to Jorge aż podskoczył.
-Cristiano! – jęknął z rozpaczą w głosie.
-Nikt w to nie uwierzy. Skakałem z kwiatka na kwiatek, a nagle mam narzeczoną i żonę? Brzmi to trochę nie realnie, prawda? – spojrzał w brązowe oczy Kamy.
-Prawda – zgodziła się nie tracąc z nim kontaktu wzrokowego. – Cristiano ma rację, Jorge – odpowiedziała. Rozmawiała z nimi po portugalsku, co Cristiano też sprawiało wielką przyjemność.
-Rację? – wydukał Jorge.
-Najpierw musimy ze sobą pobyć. Media muszą zwęszyć, że coś się dzieje…
-A potem weźmiemy ślub – wszedł jej w słowo Cristiano. – Nasz układ może wejść w życie od razu – spojrzał na menagera.
-Owszem, proszę – podał im umowy do podpisania. Kama bez słowa złożyła podpis i wzięła kartę, którą dał jej Jorge. – Co miesiąc wpłynie na twoje konto umówiona kwota. Nie możesz spotykać się z żadnym innym mężczyzną, od teraz twój wizerunek należy do Cristiano.
-Rozumiem – delikatnie kiwnęła głową patrząc w oczy Cristiano.
-Dziś pójdziecie na randkę…
-Pokój dla ciebie jest już gotowy – powiedział Cristiano niespodziewanie i w tym momencie po raz pierwszy zobaczył zdziwienie w oczach Kamy. Nie spodziewała się tego.
-Dziękuję – uśmiechnęła się delikatnie.
-Tato, tato! – do pokoju wbiegł Cristianito. – Cześć! – zawołał radośnie.
-Cześć, mały! – Cristiano wziął go na kolana. – Poznaj Kamę, to moja nowa dziewczyna.
-Dziewczyna? – zdziwiła się wchodząca Dolores.
-Tak, mamo. Kama jest moją nową dziewczyną i od dziś z nami mieszka.
-W oddzielnym pokoju? – spytała uważnie wpatrując się w Kamę.
-Tak. Kama pisze doktorat, więc musi mieć swój pokój.
-A do pracy – pokiwała głową Dolores. Cristiano już w ten sposób przedstawiał jej swoje nowe wybranki serca, ale jeszcze żadna nie miała swojego pokoju. Jednak nigdy nie miał takiej, która pisała pracę doktorską. To było coś nowego.
-Jestem Junior – młody Averio wyciągnął rękę.
-Kama – dziewczyna uśmiechnęła się do niego i podała mu swoją dłoń.
-Chodź, kochanie. Musisz umyć ręce i zjemy obiad – Dolores zabrała wnuka i poszli do łazienki.
-Oczekuję, że po ślubie zmienisz nazwisko – powiedział poważnie Cristiano wstając.
-Słucham? – nie po raz pierwszy tego dnia Kama wyglądała na zaskoczoną.
-Jestem Portugalczykiem, u nas kobiety dodają do swoich nazwisk nazwiska męża. Będziesz moją żoną i chcę, żebyś po ślubie w dokumentach miała, że nazywasz się Kama Velazquez Suarez dos Santos Averio, a przedstawiać się będziesz jako Kama Averio.
-Ale… - Kama wstała i kompletnie nie wiedziała co ma powiedzieć.
-Kama – uśmiechnął się delikatnie. – Będziesz moją żoną w pełnym tego słowa znaczeniu – wyszeptał jej do ucha. - Fikcyjny związek czy nie, żadnych zdrad tolerować nie będę – dodał i wyszedł. Kama usiadła na skraju kanapy i głęboko odetchnęła.
-Proszę – syknął Jorge. – Chyba w końcu trafiłaś na kogoś kto będzie tobą dyrygował, a nie na odwrót.
Dziewczyna nie odpowiedziała, ale nie miałaby nic przeciwko takiemu układowi. Jeszcze nigdy nie spotkała mężczyzny, który potrafiłby się jej sprzeciwić. Nawet wielki menager Jorge Mendes, któremu wielu jadło z ręki, nie potrafił jej odmówić.


Susana Martin raźnym krokiem weszła do willi jej ukochanego i jedynego syna. Zrobiłaby dla niego wszystko, ale niestety Alvaro nie był zainteresowany współpracą z nią. Gdyby tylko zrozumiał, że słuchanie wyjdzie mu na dobre... Ale nie chciał rozumieć. Był zupełnie jak jego ojciec.Jak sobie coś postanowił to koniec.
Zastała bruneta leżącego na łóżku w sypialni i grającego na konsoli.
-Cześć, kochanie – cmoknęła go w czoło i usiadła na fotelu przy oknie. Drzwi balkonowe były otwarte i miała piękny widok na drzewa i rzekę w oddali. – Co porabiałeś wczoraj?
-Byłem z Alice w kinie a potem na sushi – mruknął próbując strzelić gola Barcelonie.
-To miło. To bardzo sympatyczna dziewczyna, prawda? Taka normalna, pochodzi ze wspaniałej rodziny. Wiesz, ma przemiłych rodziców. Na pewno byś ich polubił. No i jest jedynaczką. Nie ma żadnego wrednego i nie miłego rodzeństwa. Taka fajna dziewczyna. Jej mama mi mówiła, że Alice marzy o założeniu rodziny, że kocha dzieci i chce mieć swoje. Taka młoda a tak ma poukładane w głowie!
-No, jest całkiem spoko.
-I możesz z nią porozmawiać o wszystkim. Oczytana, inteligentna, Hiszpanka z Madrytu! Na emigracji jak ty, więc doskonale rozumie co tu czujesz. Taki samotny.
-No.
Susana założyła nogę na nogę.
-Alice jest tu bardzo samotna. Obce miasto, niewielu przyjaciół. Szkoda mi jej...
-To niech sobie znajdzie chłopaka.
-Kochanie, a ty myślisz, że to takie proste? – westchnęła. - Taka fajna dziewczyna nie może być z byle kim.
-To bardzo proste. Spotkałem Nevę, zakochałem się… Bardzo proste – uśmiechnął się.
-Neva to nie Alice. Alice musi mieć kogoś odpowiedniego dla siebie. Na poziomie.
-Nie jestem odpowiedni dla Nevy? – spojrzał na nią z ukosa czując do czego zmierza.
-Jesteś odpowiedni dla Alice! – wybuchła Susana. - Pasuje do ciebie idealnie!
-Mamo, kocham Nevę – powiedział spokojnie.
-Alvaro, Neva nie jest dla ciebie odpowiednia!
-Bo co? – odłożył pada i popatrzył na nią uważnie. – Co ma Alice a nie ma tego Neva?
-Alice urodziła się w szanowanej rodzinie…
-Neva też! – wszedł jej w słowo. – Weryfikujesz czy ktoś jest z szanowanej rodziny przez ich status społeczny. Nie masz pojęcia jak żyją rodzice Nevy, bo nigdy nie chciałaś lecieć na Fuertę!
-Rodzice Nevy mają przepiękną willę w zabytkowej dzielnicy Madrytu? – mruknęła.
-A czy ty jako prawie szlachcianka masz willę w zabytkowej dzielnicy Madrytu? – warknął.
-Synu, Neva chce pracować a ty chcesz mieć dzieci. Neva woli się babrać w błocie niż dać ci dziecko!
-A Alice ma zamiar zostać notariuszem! Czy ty wiesz ile notariusz pracuje?!



_________________

Mam masę na głowie, więc nie mam czasu pisać!
Muszę się przeprowadzić, ale nie mam dokąd! Trwa gorączkowe poszukiwanie mieszkania, bo z miasta do miasta nie jest tak prosto jak mi się wydawało, że siup i jestem!

Poza tym jakoś Moniika mnie natchnęła, jakoś mi nagadała, że zaraz Euro, a nikt jak Ona (nawet nieświadomie) nie potrafi mnie tak natchnąć...

Kiedyś pisałam takie opowiadanie, strasznie mi się podobało, czułam, że to jest TO, ale potem trochę się mi pokomplikowało i je porzuciłam. Dobrze, że nie powiedziałam co było dalej, bo chodzi mi po głowie, że może by napisać co tam u Dagmary 4 lata później?
http://tu-eres-mi-tesoro.blogspot.com/

Co Wy na to?

Buźka!
Vinga

czwartek, 12 maja 2016

5. Pożądanie wygrywa nad rozumem?

Lena cały czas wpatrywała się w prowadzącego wykład Fernando. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Nagle jej marzenie stało przed nią! Bardzo, ale to bardzo się jej podobał. Pociągało ją w nim wszystko. Jednak chyba najbardziej oczy. Siedziała na tyle blisko, że doskonale widziała jego brązowo-zielone tęczówki. Uśmiechał się od czasu do czasu nerwowo ukazując swoje urocze zmarszczki. Lena doskonale zdawała sobie sprawę z różnicy wieku jaka ich dzieliła, ale jakoś nie widziała w tym problemu. Próbowała spotykać się z rówieśnikami, ale tylko ją irytowali. Byli dla niej zbyt dziecinni, ona szukała kogoś kto się nią zaopiekuje, zatroszczy o nią, a nie kogoś kogo ona musi bawić. Fernando był dorosłym, wspaniałym mężczyzną, który mógłby jej to wszystko zapewnić. Do tego ta obrączka na palcu... Kompletnie jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Imponowało jej to i sprawiało, że podobał się jej jeszcze bardziej. Uszczęśliwił i zapewnił byt jednej kobiecie, więc jej też by potrafił.
Fernando z kolei czuł na sobie wzrok Leny i ciągle się jąkał. Podobała mu się wizualnie, ale nie chciał by mu się podobała! Miał żonę i dzieci! Żadna inna laska nie powinna mu się podobać! Ale mu się podobała! I zamiast skupić się na wykładzie ciągle bił się ze swoimi myślami, a to owocowało tym, że się jąkał.
Villa był już tym zirytowany. Nagle jego wyszczekany kolega stał się jąkałą! Do czego to doszło?! Aż go w środku skręcało ze złości! Chciał go walnąć, ale nie mógł, bo zbyt wiele osób patrzyło!
-Pytania? - Torres dobrnął do końca swojej wypowiedzi.
Niemal natychmiast dłoń Leny wystrzeliła w górę.
-Tak? - Fernando nie mógł jej zignorować. Dziewczyna wstała, odgarnęła na plecy włosy i zadała pytanie. Torres nerwowo przełknął ślinę. To co się z nim działo zdecydowanie mu się nie podobało, ale ta smarkula go pociągała. Walczył z tym, ale dziś jego ciało wyjątkowo nie chciało go słuchać.
-Jak radzi pan sobie ze stresem? - spytała słodkim i radosnym głosem.
-Nie radzi - odparł Villa trochę za głośno, bo wszyscy usłyszeli. Dziewczyna błysnęła zębami. David podrapał się po bródce. Kogoś mu przypominała. Ten błysk w oku, odwaga, uśmiech...
-Słucham ulubionej muzyki.... Eee... Spędzam czas z... Eee... Rodziną... Takie tam - błądził nadal Torres.
-Czyli, żeby się odstresować poleca pan rodzinę i muzykę? Tylko? Żadnych imprez, nic? - rozłożyła ręce, a sala się zaśmiała.
-Mam już tyle lat, że tyle mi pomaga - odparł. Villa zarejestrował, że to jego pierwsze zdanie bez jąkania odkąd tu przyszli.
-Bez przesady, nie osiągnął pan wieku starca z siwą brodą - uśmiechnęła się kokieteryjnie. Fernando zrobiło się gorąco. Szybko napił się wody, ale niewiele mu to pomogło.
Tymczasem Villa dalej rozmyślał skąd kojarzy twarz tej dziewczyny. Czuł, że powinien kojarzyć, czuł, że się denerwował na samo wspomnienie. Myślał i myślał, ale jego mózg nie chciał współpracować!
-Słyszałam, że piłkarze mają różne sposoby na stres. Imprezy, alkohol, dziewczyny - skrzywiła się delikatnie.
-To zależy, którzy - mruknął Torres.
-Czyli mamy wszyscy uwierzyć, że na stres całe życie pomagało panu tylko tyle? - w jej głosie słychać było drwinę.
-Eee... No, nie zawsze... - bąknął Nando.
-Czyli mam rację co do odstresowania się piłkarzy?
-Ma pani jakieś własne doświadczenia? - wtrącił się David.
-Nie, ale słyszałam co nie co - pokręciła głową. - Słynne realowe imprezy... - zawiesiła głos. Wszyscy spojrzeli na nią z zainteresowaniem. Nagle Villa dostał olśnienia! Aż wstał pstrykając palcami.
-Velazquez - wysyczał głosem pełnym nienawiści. Dziewczyna spojrzała na niego zdumiona.
-Słucham?
-Kama?... Nie, za młoda. To może ta druga, ta wyszczekana, Neva - warczał.
-Lena - odpowiedziała z uśmiechem. - Siostra Kamy i Nevy.
-Och matko - opadł na siedzenie. Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich bardzo podobna dziewczyna.
-Dziękujemy za przybycie, czas wykładu właśnie dobiegł końca - oznajmiła. Przez salę przebiegł pomruk niezadowolenia, ale Torres tak długo składał zdania, że faktycznie czas już minął. Ludzie zaczęli wychodzić, ale Lena nie ruszyła się z miejsca. Usiadła na krześle zakładając nogę na nogę i czekając na dalszy rozwój wypadków.
-Panna Velazquez - wysyczał Villa.
-David - Kama skłoniła delikatnie głową. - Fernando - uśmiechnęła się do blondyna.
-Co tu robisz? - podskoczył Villa.
-Kończę to żałosne wystąpienie - spojrzała na Torresa. - I przyjechałam po siostrę, koguciku - odparła ze sztucznym uśmiechem zwracając się do Villi.
-Ona, ona...! - David wskazał palcem na Lenę.
-Pomogłam się wam skompromitować? - podpowiedziała śmiejąc się radośnie. - Wydaje mi się, że pan Torres wszystko zrobił sam. Wbiłam tylko ostatni gwoźdź do trumny.
-Ile was jeszcze jest, pomioty diabła?! - zatrząsł się David.
-Dokładnie tyle ile się obawiasz - odparła Kama i wyszła ciągnąc za sobą siostrę.
-Czemu po mnie przyjechałaś? - spytała Lena.
-Bo zaczęłaś wzdychać do żywego Torresa, a nie jego papierowego odbicia na ścianie.
-On się jąka.
-Och, a plakat nie? - zadrwiła. - On się stresuje i gówno wie o odstresowaniu - wyszły na parking, gdzie czekała na nie taksówka.
-Podsłuchiwałaś? - szepnęła Lena, gdy wsiadły i Kama podała jakiś adres.
-Oczywiście.
-Gdzie Neva?
-Nie obchodzi mnie to - Kama zajęła się oglądaniem swojego telefonu.
-Pokłóciłyście się?
-Nie - spojrzała na siostrę. - Po co przyjechałaś?
-Czekam na wyniki egzaminów, chcę złożyć papiery na studia... Nudzę się?
-Ty się nudziłaś na swojej ukochanej Fuercie? - zakpiła.
-Udawaj, udawaj, ale wiem, że tak samo jak Neva tęsknisz za tym szumem oceanu, jego zapachem, wiatrem na policzkach, słonym smakiem ust po oblizaniu ich...
-Zamknij się - przerwała jej. - Zostaniesz u Nevy i Isco - wysiadły z taksówki. Kama nie czekała na siostrę wojującą z walizką i szybkim krokiem poszła do drzwi wejściowych na klatkę.
Lena klnąc na czym świat stoi wygrzebała się z samochodu i poszła za siostrą.


Jese zszedł na dół. Mieszkanie Isco i Nevy traktował jako niższe piętro swojego mieszkania. Zasada była prosta, gdy jego lodówka była pusta, ta na dole zazwyczaj była pełna. Nigdy się jeszcze nie rozczarował. To było nawet lepsze niż jakiś całodobowy supermarket, bo nie musiał płacić, nie musiał się zastanawiać co zje, bo zawsze było to co chciał, i najważniejsze - było blisko!
Wszedł do kuchni, pomyszkował w szafkach i doszedł do lodówki. Wyjął sobie, godny mężczyzny, kawałek szynki i ugryzł. Popić postanowił sokiem pomarańczowym prosto z kartonu. Usiadł na blacie kuchennej szafki i delektował się posiłkiem. Gdy zobaczył wchodzącą Kamę nawet nie mrugnął. Ona też traktowała to mieszkanie jak swoje. Jednak zainteresowała go dziewczyna idąca tuż za nią. Wciągnęła walizkę do przedpokoju a sama usiadła na kanapie w salonie.
-Zostaje tu - zakomunikowała Kama do Jese.
-Spoko - pokiwał głową.
-Nie wiem na ile.
-Ok.
-Nie będzie im się dokładać do rachunków.
-Morata pokryje różnice. I tak płaci za Nevę większą część.
-Neva o tym wie?
-Nikt o tym nie wie.
-Jak zawsze. Wrócę jutro, żeby sprawdzić czy żyje.
-Spoko - wgryzł się w szynkę. Kama bez słowa wyszła. Lena weszła do kuchni i spojrzała na chłopaka. Zachowanie siostry jej nie zdziwiło wcale. Kama to Kama, czasem nie warto rozumieć.
-Lena.
-Jese.
-Siostra Kamy i Nevy.
-Widzę.
-Jesteśmy aż tak podobne?
-Nie da się ukryć.
-A ty mieszkasz na górze?
-Tak.
-Zawsze tu wpadasz, gdy ich nie ma?
-Isco jest. Miętosi jeszcze panienkę z wczorajszej imprezy.
-A Neva?
-Oficjalnie?
-Tak.
-Jest u Carloty i Arbeloi.
-A nie oficjalnie?
-Chyba u Koke.
-Kim jest Koke? - Lena zdecydowała się usiąść na blacie obok niego.
-Jej najlepszym kumplem.
-To dlaczego oficjalnie jest w innym miejscu?
-Bo Morata jest o nią chorobliwie zazdrosny, a ona woli nie ryzykować, że pewnego dnia Koke dostanie w pysk.
-Zdradza Alvaro?
-Neva kocha Alvaro i nigdy go nie zdradziła.
-Skąd wiesz?
-Widzę. - Lena spojrzała na niego z ukosa.
-Widzisz?
-Widzę. Gdy umiesz patrzyć to możesz dużo zobaczyć.
-Nauczysz mnie?
-Może. A umówisz się ze mną?
-Nie.
-To nie nauczę - zeskoczył z blatu wcześniej odstawiając sok. - Nara.
-Nara.
Jese machnął ręką i wyszedł. Zjadł, czas opuścić restaurację i pójść do siebie pograć na konsoli. Następnym razem musi postarać się by najmłodsza Velazquez go obsłużyła. Tego w tym lokalu jeszcze nie było, a przecież trzeba podnosić sobie standardy.


Neva miała ochotę rwać sobie włosy z głowy. Z bezsilności zacisnęła pięści i ciężko westchnęła.
-Czy serwetki są naprawdę takie ważne? - spytała siedząca obok niej Carlota Ruiz.
-Niby nie, ale skoro chcę różowe kwiaty w wazonach to serwetki nie mogą mieć granatowych elementów! Miały być różowe! Tylko ta wredna baba ciągle mi bruździ! Czyj to ślub?! Mój czy jej?! - wrzasnęła. Wiedziała, że może wrzeszczeć, bo mąż Carloty zabrał dzieci do ogrodu i teraz krzyczeli znacznie głośniej niż ona.
-Zobaczysz, po ślubie wprowadzisz swoje porządki i pozbędziesz się babska - pogłaskała ją po plecach.
-Carli, ale ty nawet nie wiesz do jakiego szału ona mnie doprowadza! - wstała od biurka i podeszła do okna. - A Alvaro nie reaguje. Jestem już zmęczona tym ślubem, wszystkim. Susana robi co chce, Morata ma na to wyjebane, tylko ja nie umiem! Do tego zgubiłam portfel i muszę wyrobić wszystkie dokumenty! Szału dostanę!
-Maleńka - Carlota podeszła do niej i mocno ją przytuliła. - Wzięłaś na siebie teraz wiele rzeczy, ale spokojnie, dasz radę. Pomogę ci ze wszystkim, ustawimy tą twoją teściową - pocałowała ją we włosy. - Damy radę, maleńka - szeptała. Neva wtuliła się w nią mocno i westchnęła. Carlota była dla niej jak starsza siostra, tylko starsza siostra, która wspiera, a nie hejtuje i załatwia jedynie swoje sprawy. Chociaż wiedziała, że jakby działo się jej coś naprawdę złego to Kama poruszyła by dla niej niebo i ziemię.
-Dzięki, Carli - uśmiechnęła się. - Muszę teraz wysłać Alvaro przykłady tych bukiecików, które przypnę mu do klapy marynarki. Mam już plan jak będzie wyglądał mój bukiet, teraz tylko dostało to jego. Chcę, żeby też decydował.
-Słusznie - pokiwała głową blondynka. - Niech się czuje zaangażowany. On naprawdę bardzo cię kocha.
-Ja jego też, najbardziej na świecie - uśmiechnęła się delikatnie Neva.


Alvaro Morata wszedł do cichego domu i odetchnął z ulgą. Był wykończony po treningu. Opadł na kanapę w salonie i przymknął oczy. Gdy usłyszał kroki na schodach miał ochotę zacząć krzyczeć. Czy jego matka nie jest w stanie zostawić go samego nawet na dzień? Było mu z nią wygodnie, ale bez przesady!
-Dasz mi odpocząć? - warknął, gdy stukanie obcasów słychać było bardzo blisko.
-A myślałam, że porobimy coś razem - odezwał się damski głos, który nie należał do jego matki. Alvaro zerwał się do pozycji siedzącej i ze zdumieniem odkrył, że znajduje się przed nim Alice. Alice siedzącą na oparciu kanapy. Miała na sobie bardzo obcisłą sukienkę w kolorze czerwonego wina i czarne szpilki. Uśmiechała się do niego zalotnie i aż zabrakło mu słów. Wyglądała zjawiskowo.
-A może zrobię ci masaż? Pewnie jesteś zmęczony po ciężkim treningu - usiadła obok niego i chwyciła go za ramiona. Morata nadal był w szoku, więc bez słowa poddał się zabiegowi. Drobne ręce Alice masowały jego ramiona, ale jej dotyk sprawiał, że był jeszcze bardziej spięty.
-Odpręż się - roześmiała się perliście. - Twoja mama powiedziała, że będziesz dziś sam wieczorem, więc pomyślałam, że spędzimy go razem. Bez sensu siedzieć tam samemu. Może poszlibyśmy na jakąś kolację i do kina, co ty na to?
-Eee... - zająknął się. - Wiesz, ja muszę wybrać coś do ślubu z Nevą.
-Twoja dziewczyna przyjeżdża? - uśmiechnęła się sztucznie.
-Nie, nie, nie. Wyśle mi opcje na maila i potem to obgadamy przez telefon chyba...
-To zrobisz to potem. Jakieś babskie pierdoły ci nie uciekną! - wstała chwytając go za rękę.
-W sumie... - mruknął. Miał ochotę na kieliszek dobrego wina i jakiś film. A dziś to nawet nie wiedział co konkretnie Neva od niego chce. O czymś mówiła, ale on kompletnie nie mógł sobie przypomnieć o co chodzi. - Dobrze - wstał. - Daj mi tylko chwilę, przebiorę się i jestem gotowy.
-Dobrze - pokiwała głową. Piętnaście minut później Morata jechał ulicami Turynu swoim czarnym Audi w towarzystwie długonogiej Alice, a Neva bez skutku próbowała się do niego dodzwonić. W pośpiechu zapomniał zabrać komórki, która wibrowała jak szalona na kanapie w salonie.



------------------
Odcinek piąty prosto dla Waszych oczu!

Ponawiam ogłoszenia parafialne - Facebook - zachęcam do polubienia, bo tam będą pojawiać się wszelkie informacje odnośnie jakiś opóźnień, i takich tam. Do tego zawsze będzie pojawiał się fragment przedpremierowy ;)
A tu do posłuchania -> klik